Rozdział 26
*Oczami Rydel* (NOWOŚĆ! :D)
Obudziłam się dosyć późno jak na mnie; o 11. Ubrałam się i umalowałam. Na śniadanie zrobiłam sobie naleśniki. Nikogo nie było w domu, oprócz mnie. Czyli oznaczało to, że chłopaki zostali w szpitalu. No cóż trzeba będzie się pośpieszyć, żeby ich zmienić w szpitalu. Ciekawe czy są jakieś nowe wieści na temat Rikera albo Vanki. Mam nadzieję, że już się wybudzili czy coś, ale nadzieja matką głupich. Szybko pozmywałam po posiłku i wybiegłam na dwór jak torpeda, zabierając za sobą torebkę i kluczyki, a potem zamykając drzwi. Zamykałam je 10 minut - z pośpiechu nie mogłam trafić do dziurki od klucza. Nareszcie dokonałam tego i wsiadłam do samochodu. Kolejnego... Dojechałam pod szpital w 5 minut, bo jechałam 200km/h, a o dziwo nikogo nie było na drodze. Radar nie pierdzielnął mi zdjęcia więc było dobrze. Znowu w szaleńczym tempie wpadłam do holu i pognałam do windy. Już zaraz mogłam wyjść i zobaczyć uśmiechniętych chłopaków.
- A wam co tak wesoło, jak Rik i Van są w szpitalu!? - zapytałam zbulwersowana.
- Vanka się wybudziła, a z Rikiem jest lepiej i dzwoniliśmy do rodziców i wszystko im powiedzieliśmy, już tu byli. - i tym właśnie, za razem mnie uszczęśliwili, zawiedli, zdziwili i zaskoczyli, zdenerwowali i rozwścieczyli.
*Oczami Lau*
Dzisiaj obudziłam się o 11.00. Oho! Coś długo jak na mnie. Otworzyłam me piękne oczka, jak czekolada(tak mówi Ross) i zobaczyłam wcześniej wspomnianego ludzia, bardzo blisko mnie, za blisko, zdecydowanie za blisko. Jeszcze się do mnie szczerzył! Bez proszenia i jakiegokolwiek uprzedzenia, zachłannie wpiłam mu się w usta. Mówiłam, że to dla mnie odległość niebezpieczna! Ross na początku był tym zdziwiony, ale potem odwzajemnił pocałunek z czułością. Wyszło tak, że zlecieliśmy na podłogę, a mieliśmy otwarte drzwi przeturlaliśmy się nie kontrolując tego na hol i do schodów. Na nasze nieszczęście zachwialiśmy się na samym początku schodów i caluteńki czas się całując sturlaliśmy się po schodach, aż natknęliśmy się na czyjeś stopy. Były to stopy rodziców Rossa, którzy byli w kompletnym szoku. Ja szybko zeszłam z Rossa, on podniósł się z ziemi, a ja poprawiałam moją koszulkę do spania. Z zawstydzonymi minami + ja z rumieńcami staliśmy przed moimi rozbawionymi teściami.
- Eeemmmm.... mamo, tato co tu robicie? - zapytał zaskoczony Ross z lekkim zakłopotaniem.
- No bo Rocky zadzwonił do nas ze szpitala, że Riker i Vanessa są w szpitalu bo mieli wypadek, no to wzięliśmy jak najszybszy lot z Londynu do Los Angeles i przylecieliśmy tylko na troszkę zobaczyć co z dzieciakami. Byliśmy już w szpitalu, wszystko dobrze, a teraz wybraliśmy się do Was. I tak jakby dziwnie wyszło... - zakończyła swój monolog Stormie z nieukrywanym rozbawieniem.
- Aha, no to tak samo wyszło, że zlecieliśmy ze schodów, ale nie ważne. Wejdźcie. - pw Ross już trochę bardziej rozluźniony niż ja.
- Chcą się państwo czegoś napić? - zapytałam z lekkim uśmiechem.
- Jakie państwo? Teraz to już mama i tata. - odpowiedział mi z szerokim usmiechem dotąd nieoddzywający się Ma... tata.
- Ja poproszę herbatę. - (Mark)
- Ja też - powiedziała z uśmiechem Sto... mama. Razem z Rossem poszliśmy do kuchni, zrobić zamówienia. Od razu jak weszliśmy i zamknęliśmy drzwi, wybuchnęliśmy cichym śmiechem. Ja wstawiłam wodę, a Ross przygotował kubki.
- Boże Ross, co to był? - zapytałam mojego narzeczonego.
- No nie wiem, nie wiem. Ale fajne przeżycie. - odpowiedział z nutką zaciekawienia, a ja zrobiłam face palm'a.
- To twoja wina. - powiedziałam z usmiechem. - Było nie być tak blisko mnie jak się obudziłam. To jest dla mnie zdecydowanie niebezpieczna odległość. - zaczęłam się śmiać. Po zrobieniu herbaty poszliśmy do salonu. Po krótkiej pogawędce, postanowiliśmy pojechać do szpitala. Ja ubrałam się (w ten pierwszy zestaw) i pojechaliśmy do szpitala. Niestety długo zajął nam dojazd ponieważ były straszne korki na ulicach. W drodze dowiedzieliśmy się że rodzice zostają w LA tylko do jutra, a wracają dopiero na święta,czyli dopiero za 5 m-cy. Wyjazd im się przedłużył, ponieważ babcia Lynch dostała zawału i chcą być przy niej. Jak dojechaliśmy do szpitala, Ross zaparkował samochód i ruszyliśmy ślimaczym tempem na korytarz, do reszty. My z Rossem, trzymając się za ręce, ja przytulona do jego boku szliśmy pierwsi, a państwo Lynch za nami. Gdy weszliśmy na korytaż, od razu Ryd, Ell i Rocky powitali nas ciepłymi uśmiechami. My też odwzajemniliśmy te uśmieszki.
- Mamy dla Was świetną wiadomość! - powiedziała tryskająca ze szczęścia Rydel.
---------------------------------------------
I jest! Przepraszam, ale wcześniej nie mogłam go napisać. Mam nadzieję, że się podoba. NIe wiem czy w ogóle ktoś czyta mojego bloga :( Nie dajecie o sobie znaku. Nie komentujecie. Smutno mi trochę. I dziekuję za te 164 wejścia na bloga. Jam możecie polecajcie mojego bloga na innych blogach. Z góry dziękuję. <3 #Rossiaczkowa
sobota, 28 lutego 2015
środa, 25 lutego 2015
Piszę! :D
Hej! :) Dzisiaj jeszcze na pewno dodam nowy rozdział może nawet 2 nie wiem. Ale teraz mam trochę wolnego, ponieważ jestem chora i już drugi tydzień jestem w domu. No to miśki do napisania! :* :) Rozdział może być około godziny 9.00 może wcześniej :P #Rossiaczkowa
Rozdział 25
*Oczami Rossa*
...nie wiedzieliśmy co się dzieje. Zostawiłem ostrożnie, śpiąca Lau i podbiegłem do lekarza krzątającego się po korytarzu. Zatrzymałem go, a on odwrócił się do mnie z surową miną, mówiącą "Spadaj, ponieważ mam dużo pracy".
- Co się dzieje z Rikerem? - zapytałem, nie odpowiadał. - Co się dzieje z Rikerem!? - tutaj już troszkę podniosłem głos i Laura się obudziła. Cholera! Jak się dowie to znowu będzie się obwiniała. Z transu i myślenia wybudził mnie głos lekarza.
- Wystąpiły pewne komplikacje, ale... - tutaj podszedł do szyby od sali, w której leżał Rik - ...chyba już wszystko opanowane.
- Ale jakie komplikacje!? - teraz byłem naprawdę wkurzony, ponieważ on mówił tak, żebym nie zrozumiał.
- Niech pan się tak nie unosi. Te komplikacje to była zatrzymana akcja serca, czyli po prostu na chwilę jego serce przestało bić. - odpowiedział już spokojniej i bardzo opanowanym tonem.
- O Boże! - powiedziałem cicho do siebie, ale pewnie Dr. Williams (tak miał na plakietce) też to usłyszał. Rękami przejechałem po twarzy, a potem przeczesałem włosy. Dlaczego zawsze my!? Dlaczego Riker!? Gdyby nie ten samochód... Urgh! Miałbym teraz ochotę udusić tego kierowcę., ale nie mogę tego zrobić, ponieważ byłoby to zabójstwo. Wróciłem do pozostałych, a oni patrzyli na mnie wielkimi ślepiami, przepełnionymi bólem i smutkiem i stali z wyczekującymi minami. Wiedziałem o co im chodzi, ale w tamtym momencie nie mogłem wydusić słowa. Momentalnie w gardle miałem wielką gulę. Ale przemogłem się, musiałem.
- Reanimowali Rikera, miał zatrzymana akcję serca, czyli prościej; jego serce przestało na chwilę bić, ale już jest wszystko dobrze i wszystko jest opanowane. - powiedziałem cicho, ale na tyle żeby wszyscy usłyszeli. Laura i Rydel tak jak myślałem, od razu zaczęły płakać. Ja od razu usiadłem na krześle, wziąłem na kolana i uspakajałem.
- Lau, chodź pojedziemy do domu, odpoczniesz, a jutro znowu przyjedziemy, okej? - zapytałem ją cicho.
- Ale ja chcę zostać! - upierała się znowu przy swoim.
- Ale Lau, ja widzę, że jesteś zmęczona. Przyjedziemy rano, przecież myślisz, że bym nie przyjechał do własnego, rodzonego brata i do siostry mojej przyszłej żony? - zapytałem i chyba dobrze to rozegrałem, ponieważ ona zaczęła się wahać.
- No okej, przyznaję jestem trochę zmęczona, jedźmy. - powiedziała wstając, ale zachwiała się i znowu usiadła na moje kolana. Była już tak słaba, że nie trzymała się na własnych nogach i kręciło jej się w głowie. Pomogłem jej wstać, ona wzięła torebkę.
- Słuchajcie, Lau musi odpocząć, bo sami widzicie jakim jest stanie. Przyjedziemy jutro, na pewno, okej? - wszyscy zgodnie pokiwali głowami na tak. W tym momencie popatrzyłem na Rydel. Ona tez ledwo co trzymała się na nogach, a powieki same jej się zamykał, więc zdecydowałem, ze się jej zapytam, czy nie chce u nas przenocować, bo po co ma spać na szpitalnym krzesełku, jak może się wyspać u nas w cieplutkim łóżeczku.
- Ryd, nie chcesz może u nas przenocować i z nami pojechać jutro do szpitala?
- Nie, nie. Nie chcę robić problemu, ale mógłbyś mnie podwieźć do naszego domu?
- No pewnie, chodź. No dobra to do zobaczenia. - powiedziałem do Ella i Rockiego.
Gdy doszliśmy już do samochodu, Laurę zapakowałem do przodu, a Rydel usiadła sobie z tyłu. Lau usnęła mi w samochodzie. Od domu Lynch'ów do szpitala jest trochę daleko, więc ja z Rydel sobie pogadałem.
- Ryd, bo... ja nie wiem jak cię o to zapytać. - zacząłem rozmowę.
- No to... wal prosto z mostu. - odpowiedziała już bardziej rozbudzona i uśmiechnięta.
- Kochasz Ella? - powiedziałem szybko, żeby nie było mi trudno.
- Yyymm... - zaczęła z zakłopotaną miną - No tak... - spuściła głowę, zawstydzona i patrzyła na swoje ręce - tylko nie wiem, czy on mnie kocha, ale proszę nie rozmawiajmy na ten temat.
- Co do tego czy Ell cię kocha to mogę się tego dowiedzieć, a co do tego drugiego ok.
- A wy z Lau kiedy planujecie ślub?
- Sami jeszcze nie wiemy kiedy on się odbędzie, ale może jeszcze w wakacje, może w sierpniu...
- W sierpniu, już!? Przecież to za miesiąc, nie zdążymy się z dziewczynami przygotować. - nawijała jak nakręcona i do tego tak głośno, że nawet Lau się obudziła.
*Oczami Lau*
Zostałam drastycznie obudzona przez Rydel.
- Czego się drzesz? - zapytała, momentalnie uzyskałam odpowiedź
- Ross chce żenić z tobą już za miesiąc! - wykrzyknęła.
- Ocipiałeś? - zapytałam Rossa.
- No nie, ale Rydel się zapytała kiedy planujemy ślub, ale powiedziałem, że sami jeszcze nie wiemy, ale może jeszcze w wakacje. - No co? - zapytał.
- Nie, nic, nic. - odpowiedziałam.
Zatrzymaliśmy się pod domem Lynch'ów. Rydel się z nami pożegnała, wysiadła i pobiegła prosto do domu. My pojechaliśmy do swojego. Od razu położyliśmy się spać po wykąpaniu się. Tak skończył się ten męczący dzień.
*Narrator*'
Bohaterowie, uważali już ten dzień za pełen przygód, a jutro zdziwią się jeszcze bardziej. Ale to będzie raczej pozytywne zdziwienie.
--------------------------------------------------------------------
Przepraszam, że tak długo nie dodawałam rozdziału, ale nie miałam weny. No cóż czasem tak bywa. Mam nadzieję, że ten rozdział się podoba :) #Rossiaczkowa
...nie wiedzieliśmy co się dzieje. Zostawiłem ostrożnie, śpiąca Lau i podbiegłem do lekarza krzątającego się po korytarzu. Zatrzymałem go, a on odwrócił się do mnie z surową miną, mówiącą "Spadaj, ponieważ mam dużo pracy".
- Co się dzieje z Rikerem? - zapytałem, nie odpowiadał. - Co się dzieje z Rikerem!? - tutaj już troszkę podniosłem głos i Laura się obudziła. Cholera! Jak się dowie to znowu będzie się obwiniała. Z transu i myślenia wybudził mnie głos lekarza.
- Wystąpiły pewne komplikacje, ale... - tutaj podszedł do szyby od sali, w której leżał Rik - ...chyba już wszystko opanowane.
- Ale jakie komplikacje!? - teraz byłem naprawdę wkurzony, ponieważ on mówił tak, żebym nie zrozumiał.
- Niech pan się tak nie unosi. Te komplikacje to była zatrzymana akcja serca, czyli po prostu na chwilę jego serce przestało bić. - odpowiedział już spokojniej i bardzo opanowanym tonem.
- O Boże! - powiedziałem cicho do siebie, ale pewnie Dr. Williams (tak miał na plakietce) też to usłyszał. Rękami przejechałem po twarzy, a potem przeczesałem włosy. Dlaczego zawsze my!? Dlaczego Riker!? Gdyby nie ten samochód... Urgh! Miałbym teraz ochotę udusić tego kierowcę., ale nie mogę tego zrobić, ponieważ byłoby to zabójstwo. Wróciłem do pozostałych, a oni patrzyli na mnie wielkimi ślepiami, przepełnionymi bólem i smutkiem i stali z wyczekującymi minami. Wiedziałem o co im chodzi, ale w tamtym momencie nie mogłem wydusić słowa. Momentalnie w gardle miałem wielką gulę. Ale przemogłem się, musiałem.
- Reanimowali Rikera, miał zatrzymana akcję serca, czyli prościej; jego serce przestało na chwilę bić, ale już jest wszystko dobrze i wszystko jest opanowane. - powiedziałem cicho, ale na tyle żeby wszyscy usłyszeli. Laura i Rydel tak jak myślałem, od razu zaczęły płakać. Ja od razu usiadłem na krześle, wziąłem na kolana i uspakajałem.
- Lau, chodź pojedziemy do domu, odpoczniesz, a jutro znowu przyjedziemy, okej? - zapytałem ją cicho.
- Ale ja chcę zostać! - upierała się znowu przy swoim.
- Ale Lau, ja widzę, że jesteś zmęczona. Przyjedziemy rano, przecież myślisz, że bym nie przyjechał do własnego, rodzonego brata i do siostry mojej przyszłej żony? - zapytałem i chyba dobrze to rozegrałem, ponieważ ona zaczęła się wahać.
- No okej, przyznaję jestem trochę zmęczona, jedźmy. - powiedziała wstając, ale zachwiała się i znowu usiadła na moje kolana. Była już tak słaba, że nie trzymała się na własnych nogach i kręciło jej się w głowie. Pomogłem jej wstać, ona wzięła torebkę.
- Słuchajcie, Lau musi odpocząć, bo sami widzicie jakim jest stanie. Przyjedziemy jutro, na pewno, okej? - wszyscy zgodnie pokiwali głowami na tak. W tym momencie popatrzyłem na Rydel. Ona tez ledwo co trzymała się na nogach, a powieki same jej się zamykał, więc zdecydowałem, ze się jej zapytam, czy nie chce u nas przenocować, bo po co ma spać na szpitalnym krzesełku, jak może się wyspać u nas w cieplutkim łóżeczku.
- Ryd, nie chcesz może u nas przenocować i z nami pojechać jutro do szpitala?
- Nie, nie. Nie chcę robić problemu, ale mógłbyś mnie podwieźć do naszego domu?
- No pewnie, chodź. No dobra to do zobaczenia. - powiedziałem do Ella i Rockiego.
Gdy doszliśmy już do samochodu, Laurę zapakowałem do przodu, a Rydel usiadła sobie z tyłu. Lau usnęła mi w samochodzie. Od domu Lynch'ów do szpitala jest trochę daleko, więc ja z Rydel sobie pogadałem.
- Ryd, bo... ja nie wiem jak cię o to zapytać. - zacząłem rozmowę.
- No to... wal prosto z mostu. - odpowiedziała już bardziej rozbudzona i uśmiechnięta.
- Kochasz Ella? - powiedziałem szybko, żeby nie było mi trudno.
- Yyymm... - zaczęła z zakłopotaną miną - No tak... - spuściła głowę, zawstydzona i patrzyła na swoje ręce - tylko nie wiem, czy on mnie kocha, ale proszę nie rozmawiajmy na ten temat.
- Co do tego czy Ell cię kocha to mogę się tego dowiedzieć, a co do tego drugiego ok.
- A wy z Lau kiedy planujecie ślub?
- Sami jeszcze nie wiemy kiedy on się odbędzie, ale może jeszcze w wakacje, może w sierpniu...
- W sierpniu, już!? Przecież to za miesiąc, nie zdążymy się z dziewczynami przygotować. - nawijała jak nakręcona i do tego tak głośno, że nawet Lau się obudziła.
*Oczami Lau*
Zostałam drastycznie obudzona przez Rydel.
- Czego się drzesz? - zapytała, momentalnie uzyskałam odpowiedź
- Ross chce żenić z tobą już za miesiąc! - wykrzyknęła.
- Ocipiałeś? - zapytałam Rossa.
- No nie, ale Rydel się zapytała kiedy planujemy ślub, ale powiedziałem, że sami jeszcze nie wiemy, ale może jeszcze w wakacje. - No co? - zapytał.
- Nie, nic, nic. - odpowiedziałam.
Zatrzymaliśmy się pod domem Lynch'ów. Rydel się z nami pożegnała, wysiadła i pobiegła prosto do domu. My pojechaliśmy do swojego. Od razu położyliśmy się spać po wykąpaniu się. Tak skończył się ten męczący dzień.
*Narrator*'
Bohaterowie, uważali już ten dzień za pełen przygód, a jutro zdziwią się jeszcze bardziej. Ale to będzie raczej pozytywne zdziwienie.
--------------------------------------------------------------------
Przepraszam, że tak długo nie dodawałam rozdziału, ale nie miałam weny. No cóż czasem tak bywa. Mam nadzieję, że ten rozdział się podoba :) #Rossiaczkowa
niedziela, 22 lutego 2015
Rozdział 24
Rozdział 24
*Oczami Lau*
Zemdlałam. Ross na szczęście mnie "obudził" szklanką zimnej wody na twarzy. Szybko włożyłam tylko spodnie. Bo miałam koszulkę Rossa z napisem "I'm sexy". Ross ubrał się tak: -> KLIK (bez zegarka). Popędziliśmy jak najszybciej do naszego samochodu i pojechaliśmy jak najszybciej do szpitala. Wpadliśmy do niego jak strzała aż ludzie się na nas popatrzyli. Podbiegliśmy do recepcji.
- Przepraszam gdzie leży Vanessa Marano i Riker Lynch?
- W sali 231 na 3 piętrze i zaraz jadą na operację.
- Dziękujemy. - powiedzieliśmy i pobiegliśmy w stronę windy i szybko pojechaliśmy na wybrane piętro. Od razu na korytarzu zobaczyliśmy całą rodzinkę Lynch i mojego tatę. Szłam przytulona do Rossa i cała we łzach. Przez całą drogę mówiłam do Rossa. "Dlaczego Riker?", "Dlaczego Vanessa?". Oczywiście przez to ze się z siostrą pokłóciłam ważniejszy był dla mnie Riker. W sumie on też był moją rodziną. Podeszliśmy do Ryd razem, bo nie chciałam puścić Rossa. Ja ze łzami w oczach zapytałam ją cicho.
- Jak to się stało?
- No bo Riker chciał jeszcze pogadać z Van,myśląc że coś wskóra no i chciał ją zabrać do restauracji i jechali i wtedy zza zakrętu wyjechał jakiś rozpędzony samochód i w nich wjechał. Riker jest w krytycznym stanie i nie wiadomo czy się wybudzi. Będzie musiał też przechodzić chyba ze 2 operacje, a Vanessa w trochę lepszym. - odpowiedziała na moje pytanie. I wtedy ku mojemu zdziwieniu na korytarz weszła mama. Ja na moje nieszczęście powiedziałam.
- Co Riker? - zapytałam w osłupieniu.
- Jest w stanie krytycznym. - powiedziała. Mi zrobiło się słabo i z wrażenia aż usiadłam na krzesło.
- Co Laura zaręczyłaś się i co Lynch'owie są dla ciebie ważniejsi? - zapytała matka
- O co ci chodzi? - zapytałam
- O Rikera się martwisz a o Van nie?
- Jak możesz tak mówić!? Po prostu Riker też jest teraz moją rodziną. A jest w stanie krytycznym. Van się obudzi, a Riker nie wiadomo. Van nie będzie musiała przechodzić 2 operacji ratujących życie. - wyrzuciłam jej w twarz wszystko co miałam jej do powiedzenia i pobiegłam do łazienki. Niestety moje plany skrzyżował Ross. Złapał mnie w połowie drogi w talii, przyciągnął do siebie i mocno przytulił. Na początku chciałam się wyrywać, ale zrozumiałam że potrzebuję bliskości. Wtuliłam się w niego. Potem delikatnie musnęłam jego usta. Postanowiliśmy wrócić do pozostałych. Jak wchodziliśmy na korytarz wszyscy się na nas spojrzeli. Było to dość krępujące. Ross usiadł na krześle, a mnie pociągnął na swoje kolana. Moja matka spojrzała na nas wrogo. Nagle z sali Rikera wybiegło 2 lekarzy i 2 pielęgniarki. Nie wiedzieliśmy co się dzieje.
--------------------------------------------
Taki tam. :) #Rossiaczkowa
A tu nasz Ross! <3
*Oczami Lau*
Zemdlałam. Ross na szczęście mnie "obudził" szklanką zimnej wody na twarzy. Szybko włożyłam tylko spodnie. Bo miałam koszulkę Rossa z napisem "I'm sexy". Ross ubrał się tak: -> KLIK (bez zegarka). Popędziliśmy jak najszybciej do naszego samochodu i pojechaliśmy jak najszybciej do szpitala. Wpadliśmy do niego jak strzała aż ludzie się na nas popatrzyli. Podbiegliśmy do recepcji.
- Przepraszam gdzie leży Vanessa Marano i Riker Lynch?
- W sali 231 na 3 piętrze i zaraz jadą na operację.
- Dziękujemy. - powiedzieliśmy i pobiegliśmy w stronę windy i szybko pojechaliśmy na wybrane piętro. Od razu na korytarzu zobaczyliśmy całą rodzinkę Lynch i mojego tatę. Szłam przytulona do Rossa i cała we łzach. Przez całą drogę mówiłam do Rossa. "Dlaczego Riker?", "Dlaczego Vanessa?". Oczywiście przez to ze się z siostrą pokłóciłam ważniejszy był dla mnie Riker. W sumie on też był moją rodziną. Podeszliśmy do Ryd razem, bo nie chciałam puścić Rossa. Ja ze łzami w oczach zapytałam ją cicho.
- Jak to się stało?
- No bo Riker chciał jeszcze pogadać z Van,myśląc że coś wskóra no i chciał ją zabrać do restauracji i jechali i wtedy zza zakrętu wyjechał jakiś rozpędzony samochód i w nich wjechał. Riker jest w krytycznym stanie i nie wiadomo czy się wybudzi. Będzie musiał też przechodzić chyba ze 2 operacje, a Vanessa w trochę lepszym. - odpowiedziała na moje pytanie. I wtedy ku mojemu zdziwieniu na korytarz weszła mama. Ja na moje nieszczęście powiedziałam.
- Co Riker? - zapytałam w osłupieniu.
- Jest w stanie krytycznym. - powiedziała. Mi zrobiło się słabo i z wrażenia aż usiadłam na krzesło.
- Co Laura zaręczyłaś się i co Lynch'owie są dla ciebie ważniejsi? - zapytała matka
- O co ci chodzi? - zapytałam
- O Rikera się martwisz a o Van nie?
- Jak możesz tak mówić!? Po prostu Riker też jest teraz moją rodziną. A jest w stanie krytycznym. Van się obudzi, a Riker nie wiadomo. Van nie będzie musiała przechodzić 2 operacji ratujących życie. - wyrzuciłam jej w twarz wszystko co miałam jej do powiedzenia i pobiegłam do łazienki. Niestety moje plany skrzyżował Ross. Złapał mnie w połowie drogi w talii, przyciągnął do siebie i mocno przytulił. Na początku chciałam się wyrywać, ale zrozumiałam że potrzebuję bliskości. Wtuliłam się w niego. Potem delikatnie musnęłam jego usta. Postanowiliśmy wrócić do pozostałych. Jak wchodziliśmy na korytarz wszyscy się na nas spojrzeli. Było to dość krępujące. Ross usiadł na krześle, a mnie pociągnął na swoje kolana. Moja matka spojrzała na nas wrogo. Nagle z sali Rikera wybiegło 2 lekarzy i 2 pielęgniarki. Nie wiedzieliśmy co się dzieje.
--------------------------------------------
Taki tam. :) #Rossiaczkowa
A tu nasz Ross! <3
sobota, 21 lutego 2015
Rozdział 23
Rozdział 23
*Oczy Lau*
Dzisiaj w nocy w ogóle nie spałam. Całą noc płakałam i nie mogłam zasnąć. Ross cały czas mnie wspierał, był przy mnie i mnie pocieszał i przytulam. Właśnie za to go kocham. NIe ważne w jakiej sytuacji, o jakiej porze, on mi pomoże i będzie mnie wspierał. Nie będzie mówił "Jak się czujesz?" czy "Będzie dobrze" on mnie po prostu przytuli, pocałuje i od razu robi mi się lepiej. On mi pomaga bezinteresownie.
- Dziękuję. - powiedziałam od dupy strony.
- Ale za co? - zapytał zdezorientowany Ross.
- No za to że zawsze przy mnie jesteś wtedy kiedy cię potrzebuję. - on na to manie tylko mocno przytulił.
- A mooooże... ci pośpiewam? - zapytał z radosną minką.
- Taaaaak! - wydarłam się radośnie i podskoczyłam radośnie na łóżku, Ross się tylko zaśmiał i poszedł do naszej garderoby, a z garderoby do pokoju muzycznego w którym był z 13 gitar, pianino, fortepian i duuużo mikrofonów. Zaczął grać i śpiewać All of me. Popłakałam się przy tym. Jak skończył to odłożył gitarę, a ja go czule pocałowałam. Niestety, tą chwilę przerwał nam dźwięk mojego telefonu. Przyszedł mi sms. Nie chciałam odrywać się od Rossa, więc jeszcze chwilę się całowalismy, a potem ja poszłam po mój telefon komórkowy. Odblokowałam go i to co zobaczyłam w wiadomości totalnie mnie zamurowało. Była to wiadomość od Rydel. Pisało w niej:
"Przepraszam, że Was budzę ale Lau :( Van i Riker są w szpitalu. Mieli wypadek. Przyjeżdżajcie jak najszybciej możecie. Ul. Wall Strret 1356a. Rydel". Tak mnie zamurowało że Iphona upuściłam na łóżko,a łzy zaczęły mi lecieć ciurkiem.
- Lau co się stało? - zapytał Ross potrząsając mną. - Co się stało?
- Van. Rik. Szpital. Wypadek. - powiedziałam i nagle ciemność zawitała mi przed oczami. Potem już nic nie czułam, nie widziałam i nie słyszałam.
---------------------------------------------
Taki prosty, ale mi się podoba :)
#Rossiaczkowa
PS Ostatnio R5 wydało nowy singiel! Bardzo mi się podoba :) A wam?
*Oczy Lau*
Dzisiaj w nocy w ogóle nie spałam. Całą noc płakałam i nie mogłam zasnąć. Ross cały czas mnie wspierał, był przy mnie i mnie pocieszał i przytulam. Właśnie za to go kocham. NIe ważne w jakiej sytuacji, o jakiej porze, on mi pomoże i będzie mnie wspierał. Nie będzie mówił "Jak się czujesz?" czy "Będzie dobrze" on mnie po prostu przytuli, pocałuje i od razu robi mi się lepiej. On mi pomaga bezinteresownie.
- Dziękuję. - powiedziałam od dupy strony.
- Ale za co? - zapytał zdezorientowany Ross.
- No za to że zawsze przy mnie jesteś wtedy kiedy cię potrzebuję. - on na to manie tylko mocno przytulił.
- A mooooże... ci pośpiewam? - zapytał z radosną minką.
- Taaaaak! - wydarłam się radośnie i podskoczyłam radośnie na łóżku, Ross się tylko zaśmiał i poszedł do naszej garderoby, a z garderoby do pokoju muzycznego w którym był z 13 gitar, pianino, fortepian i duuużo mikrofonów. Zaczął grać i śpiewać All of me. Popłakałam się przy tym. Jak skończył to odłożył gitarę, a ja go czule pocałowałam. Niestety, tą chwilę przerwał nam dźwięk mojego telefonu. Przyszedł mi sms. Nie chciałam odrywać się od Rossa, więc jeszcze chwilę się całowalismy, a potem ja poszłam po mój telefon komórkowy. Odblokowałam go i to co zobaczyłam w wiadomości totalnie mnie zamurowało. Była to wiadomość od Rydel. Pisało w niej:
"Przepraszam, że Was budzę ale Lau :( Van i Riker są w szpitalu. Mieli wypadek. Przyjeżdżajcie jak najszybciej możecie. Ul. Wall Strret 1356a. Rydel". Tak mnie zamurowało że Iphona upuściłam na łóżko,a łzy zaczęły mi lecieć ciurkiem.
- Lau co się stało? - zapytał Ross potrząsając mną. - Co się stało?
- Van. Rik. Szpital. Wypadek. - powiedziałam i nagle ciemność zawitała mi przed oczami. Potem już nic nie czułam, nie widziałam i nie słyszałam.
---------------------------------------------
Taki prosty, ale mi się podoba :)
#Rossiaczkowa
PS Ostatnio R5 wydało nowy singiel! Bardzo mi się podoba :) A wam?
Rozdział 22
Rozdział 22
... gdy nagle, zadzwonił dzwonek do drzwi. Udając naburmuszoną podeszłam do drzwi i się uśmiechnęłam bo przed drzwiami stali Riker i Vanessa. Ale potem i wyszeptałam:
- Ja będę trochę chodzić taka troszkę obrażona. Ponabijam się z Rossa. - i w tym momencie Ross zszedł na dół.Ja szybko ulotniłam się do salonu. Zapraszając przy tym Van i Rika. Niestety nie trzymali się już za ręce.
- Yyymm.. Van dlaczego nie trzymacie się już za ręce? - zapytałam jak zawsze ciekawska.
- No bo.... my.... już nie jesteśmy razem.
- Dlaczego!? - aż wstałam ze zdenerwowania.
- No bo... ja kogoś poznałam. - zaprosiłam go tutaj. - wydukała.
- Chyba sobie ze mnie żartujesz!? - krzyknęłam i właśnie, zadzwonił dzwonek do drzwi. Wstałam, aby otworzyć. Przed drzwiami zobaczyłam bardzo nieciekawy i nieprzyjemny widok.
- Taylor!? CO ty tu robisz?
- No... ja jestem tym chłopakiem Van. - powiedział z uśmiechem nic dobrego nie wróżącym.
- Wypierdzielaj z tego domu! - wydarłam się,a on zaczął posłusznie odchodzić.
- Lau jak możesz!? To mój chłopak!Co ty do niego masz!? - krzyknęła do mnie Vanessa. Mi już łzy leciały ciurkiem.
- To do niego mam, że kiedyś mnie zgwałcił! - krzyknęłam do siostry i popędziłam na górę do sypialni. Szybko zamknęłam ją na klucz. Teraz słyszałam kłótnie z dołu.
KŁÓTNIA
V: Ty o tym wiedziałeś!?
Ross: No tak i właśnie idę ją pocieszyć i ją wesprzeć, a nie się wykłócać.
V: Nie moja wina, że akurat zakochałąm się w tym chłopaku.
Ross: Nie no w ogóle!. - postanowiłam wreszcie tam zejść i zapobiec kłótnią. Ubrałam się w luźny t-shirt i szorty i zapłakana zeszłam na dół.
- Wyjdź Van. - powiedziałam - wyjdź - nadal się nie ruszała - Wyjdź! - krzyknęłam i wtedy dopiero wyszła. Po tym wszystkim wtuliłam się mocno w Rossa. Riker tez wyszedł pod pretekstem że nie chce nam przeszkadzać, więc zostaliśmy sami. Czyli wyszło tak, że Ross i ja jesteśmy pokłóceni z Vanessą, Taylor powrócił i nie ma Rikessy.
---------------------------------------------
Mam nadzieję że się podoba #Rossiaczkowa
PS Następny może dzisiaj albo jutro, ale nic nie obiecuje ;) :D :*
... gdy nagle, zadzwonił dzwonek do drzwi. Udając naburmuszoną podeszłam do drzwi i się uśmiechnęłam bo przed drzwiami stali Riker i Vanessa. Ale potem i wyszeptałam:
- Ja będę trochę chodzić taka troszkę obrażona. Ponabijam się z Rossa. - i w tym momencie Ross zszedł na dół.Ja szybko ulotniłam się do salonu. Zapraszając przy tym Van i Rika. Niestety nie trzymali się już za ręce.
- Yyymm.. Van dlaczego nie trzymacie się już za ręce? - zapytałam jak zawsze ciekawska.
- No bo.... my.... już nie jesteśmy razem.
- Dlaczego!? - aż wstałam ze zdenerwowania.
- No bo... ja kogoś poznałam. - zaprosiłam go tutaj. - wydukała.
- Chyba sobie ze mnie żartujesz!? - krzyknęłam i właśnie, zadzwonił dzwonek do drzwi. Wstałam, aby otworzyć. Przed drzwiami zobaczyłam bardzo nieciekawy i nieprzyjemny widok.
- Taylor!? CO ty tu robisz?
- No... ja jestem tym chłopakiem Van. - powiedział z uśmiechem nic dobrego nie wróżącym.
- Wypierdzielaj z tego domu! - wydarłam się,a on zaczął posłusznie odchodzić.
- Lau jak możesz!? To mój chłopak!Co ty do niego masz!? - krzyknęła do mnie Vanessa. Mi już łzy leciały ciurkiem.
- To do niego mam, że kiedyś mnie zgwałcił! - krzyknęłam do siostry i popędziłam na górę do sypialni. Szybko zamknęłam ją na klucz. Teraz słyszałam kłótnie z dołu.
KŁÓTNIA
V: Ty o tym wiedziałeś!?
Ross: No tak i właśnie idę ją pocieszyć i ją wesprzeć, a nie się wykłócać.
V: Nie moja wina, że akurat zakochałąm się w tym chłopaku.
Ross: Nie no w ogóle!. - postanowiłam wreszcie tam zejść i zapobiec kłótnią. Ubrałam się w luźny t-shirt i szorty i zapłakana zeszłam na dół.
- Wyjdź Van. - powiedziałam - wyjdź - nadal się nie ruszała - Wyjdź! - krzyknęłam i wtedy dopiero wyszła. Po tym wszystkim wtuliłam się mocno w Rossa. Riker tez wyszedł pod pretekstem że nie chce nam przeszkadzać, więc zostaliśmy sami. Czyli wyszło tak, że Ross i ja jesteśmy pokłóceni z Vanessą, Taylor powrócił i nie ma Rikessy.
---------------------------------------------
Mam nadzieję że się podoba #Rossiaczkowa
PS Następny może dzisiaj albo jutro, ale nic nie obiecuje ;) :D :*
czwartek, 19 lutego 2015
Rozdział 21
Rozdział 21
Z transu wybudziło nas głośne trzaskanie drzwiami. Pewnie to ten ktoś z kim rozmawiał Ross. Ja siedziałam na łóżko, łokieć oparłam o kolano, a twarz oparłam o dłoń. Nagle do naszej sypialni wparowała Rydel. Mogłam się domyślić, że to ona jest tym ktośkiem.
- Co tam kochana. Co cię tu sprowadza? - zapytałam z uśmiechem.
- No jak to co!? Przeciez jesteście pokłóceni i trzeba Wam jakoś pomóc, chyba nie? - zapytała.
- Nic nie trzeba, wszystko jest w jak najlepszym porządku. - powiedziałam zdziwiona, a Rydel i Ross popatrzyli na mnie ze zdezorientowaniem.
- Że co? - zapytali obaj.
- Że jajco. - dobry humor mi się udzielał - A teraz Rydel przepraszam że cię wyganiam, ale mamy kilka spraw do omówienia z Rossem.
- Nie no ja wszystko rozumiem. - powiedziała nadal zdziwiona.
- Co to ma znaczyć Laura? Że, że.... że ty mi wybaczyłaś? - spytał zdziwiony, zdezorientowany, szczęśliwy i za razem radosny Ross.
- Właściwie... - powiedziałam ze łzami w oczach - Właściwie... nie miałam Ci czego wybaczać. - i tutaj już się rozpłakałam na całego. - No bo Ross, popatrz. Związek przede wszystkim opiera się na zaufaniu. A ja po prostu to zawaliłam. Widzę Cię z jakąś laską całującego się, ale ją odpycha... - tutaj już nie dokończyłam bo Ross przerwał mi pocałunkiem. Potem robiliśmy to z większą zachłannością. Robiliśmy to co raz odważniej... a potem już chyba wiecie co się stało.
NASTĘPNEGO DNIA RANO
*Oczami Rossa*
Dzisiaj obudziłem się w wyśmienitym humorze. Szybko polazłem do kuchni i zrobiłem śniadanie - naleśniki. Wyglądały przepysznie. Z czekoladą i owocami. Szybko nalałem soku pomarańczowego. Wszedłem do naszej sypialni i tacę położyłem na stoliczku. Sam glebnąłem się tak na łóżko, że Lau aż podskoczyła na łóżku. Ja się tylko zacząłem śmiać.
*Oczami Laury*
Niestety. Zostałam obudzona. ALE DRASTYCZNIE! Myślałam ze Ross zrobi to delikatniej... Postanowiłam, że go trochę powkurzam i się z nim podroczę, gdy nagle...
CDN.
---------------------------------------------
Mam nadzieję że się podoba ;) #Rossiaczkowa
Z transu wybudziło nas głośne trzaskanie drzwiami. Pewnie to ten ktoś z kim rozmawiał Ross. Ja siedziałam na łóżko, łokieć oparłam o kolano, a twarz oparłam o dłoń. Nagle do naszej sypialni wparowała Rydel. Mogłam się domyślić, że to ona jest tym ktośkiem.
- Co tam kochana. Co cię tu sprowadza? - zapytałam z uśmiechem.
- No jak to co!? Przeciez jesteście pokłóceni i trzeba Wam jakoś pomóc, chyba nie? - zapytała.
- Nic nie trzeba, wszystko jest w jak najlepszym porządku. - powiedziałam zdziwiona, a Rydel i Ross popatrzyli na mnie ze zdezorientowaniem.
- Że co? - zapytali obaj.
- Że jajco. - dobry humor mi się udzielał - A teraz Rydel przepraszam że cię wyganiam, ale mamy kilka spraw do omówienia z Rossem.
- Nie no ja wszystko rozumiem. - powiedziała nadal zdziwiona.
- Co to ma znaczyć Laura? Że, że.... że ty mi wybaczyłaś? - spytał zdziwiony, zdezorientowany, szczęśliwy i za razem radosny Ross.
- Właściwie... - powiedziałam ze łzami w oczach - Właściwie... nie miałam Ci czego wybaczać. - i tutaj już się rozpłakałam na całego. - No bo Ross, popatrz. Związek przede wszystkim opiera się na zaufaniu. A ja po prostu to zawaliłam. Widzę Cię z jakąś laską całującego się, ale ją odpycha... - tutaj już nie dokończyłam bo Ross przerwał mi pocałunkiem. Potem robiliśmy to z większą zachłannością. Robiliśmy to co raz odważniej... a potem już chyba wiecie co się stało.
NASTĘPNEGO DNIA RANO
*Oczami Rossa*
Dzisiaj obudziłem się w wyśmienitym humorze. Szybko polazłem do kuchni i zrobiłem śniadanie - naleśniki. Wyglądały przepysznie. Z czekoladą i owocami. Szybko nalałem soku pomarańczowego. Wszedłem do naszej sypialni i tacę położyłem na stoliczku. Sam glebnąłem się tak na łóżko, że Lau aż podskoczyła na łóżku. Ja się tylko zacząłem śmiać.
*Oczami Laury*
Niestety. Zostałam obudzona. ALE DRASTYCZNIE! Myślałam ze Ross zrobi to delikatniej... Postanowiłam, że go trochę powkurzam i się z nim podroczę, gdy nagle...
CDN.
---------------------------------------------
Mam nadzieję że się podoba ;) #Rossiaczkowa
:*
Dziękuję za 120 wejścia na bloga! Jeżeli podoba się Wam mój blog, polecajcie go znajomym. Dziękuję z góry. :) #Rossiaczkowa
Rozdział 20
Rozdział 20
... i wtedy zobaczyłam coś co wbiło mi nóż w serce.
*Oczami Lau*
Odwróciłam się i zobaczyłam zesztywniałego Rossa liżącego się z jakąś laską, a potem ją odepchnął. Łzy już leciały mi ciurkiem. Wtedy Rydel i Ross odwrócili się w moją stronę Ross już do mnie biegł, a ja zdjęłam swoje szpilki i zaczęłam biec w stronę naszego, chyba już nie naszego domu. Szybko do niego wbiegłam do sypialni, zamknęłam drzwi, ale na moje nieszczęście zapomniałam zamknąć je na klucz. Walnęłam się na łóżko i zaczęłam ryczeć na całego. Nagle do pokoju wpadł zdyszany Rossa. Ja już stałam przy drzwiach i chciałam wychodzić, ale Ross niestety mi je zatamował.
- Czego chcesz? - powiedziałam oschle i ze łzami w oczach.
- Wytłumaczyć
- Pfff.... to było jednoznaczne.
- Wcale nie. Widziałeś jak ją odepchnąłem?
- To nic nie zmienia Ross. - powiedziałam mu dobitnie i prosto w oczy.
- Właśnie dużo zmienia. Chciałem iść potańczyć z Rydel, ale ty nie chciałaś. To szedłem do Rydel żeby poprosić ją do tańca już złapałem ją za rękę, a nagle jakaś psychofanka, odepchnęła ją i zaczęła mnie całować. Wtedy ją odepchnąłem i zacząłem biec za tobą i teraz jestem tutaj.
- I niby jak mam ci uwierzyć? Ross to nie ma sensu. Mogę być tu do jutra? Jutro już mnie nie będzie.
- Al....llll.eeee że ty chcesz się wyprowadzić? - spytał zdezorientowany.'
- No przecież nie będę zatruwać ci życia a i tak mnie zdradziłeś więc jaki ma sens mieszkania razem? - zapytała
- Czyli mam rozumieć że chcesz dowodów, ze cię nie zdradziłem tak?
- No fajnie by było. - powiedziałam, a Ross z prędkością światła wyjął telefon i zadzwonił do kogoś.
ROZMOWA TELEFONICZNA, USŁYSZANA PRZEZ LAURĘ:
Ross: Przejedziesz do Lau?
Rydel: Kszzszszxwzzsz
Ross: Jak najszybciej.
Rydel: Kszzszszszsdcdv
Ross: Byłbym ci wdzięczny.
CDN.
---------------------------------------------
Krótki, ale następny też będzie jeszcze dzisiaj :) #Rossiaczkowa
... i wtedy zobaczyłam coś co wbiło mi nóż w serce.
*Oczami Lau*
Odwróciłam się i zobaczyłam zesztywniałego Rossa liżącego się z jakąś laską, a potem ją odepchnął. Łzy już leciały mi ciurkiem. Wtedy Rydel i Ross odwrócili się w moją stronę Ross już do mnie biegł, a ja zdjęłam swoje szpilki i zaczęłam biec w stronę naszego, chyba już nie naszego domu. Szybko do niego wbiegłam do sypialni, zamknęłam drzwi, ale na moje nieszczęście zapomniałam zamknąć je na klucz. Walnęłam się na łóżko i zaczęłam ryczeć na całego. Nagle do pokoju wpadł zdyszany Rossa. Ja już stałam przy drzwiach i chciałam wychodzić, ale Ross niestety mi je zatamował.
- Czego chcesz? - powiedziałam oschle i ze łzami w oczach.
- Wytłumaczyć
- Pfff.... to było jednoznaczne.
- Wcale nie. Widziałeś jak ją odepchnąłem?
- To nic nie zmienia Ross. - powiedziałam mu dobitnie i prosto w oczy.
- Właśnie dużo zmienia. Chciałem iść potańczyć z Rydel, ale ty nie chciałaś. To szedłem do Rydel żeby poprosić ją do tańca już złapałem ją za rękę, a nagle jakaś psychofanka, odepchnęła ją i zaczęła mnie całować. Wtedy ją odepchnąłem i zacząłem biec za tobą i teraz jestem tutaj.
- I niby jak mam ci uwierzyć? Ross to nie ma sensu. Mogę być tu do jutra? Jutro już mnie nie będzie.
- Al....llll.eeee że ty chcesz się wyprowadzić? - spytał zdezorientowany.'
- No przecież nie będę zatruwać ci życia a i tak mnie zdradziłeś więc jaki ma sens mieszkania razem? - zapytała
- Czyli mam rozumieć że chcesz dowodów, ze cię nie zdradziłem tak?
- No fajnie by było. - powiedziałam, a Ross z prędkością światła wyjął telefon i zadzwonił do kogoś.
ROZMOWA TELEFONICZNA, USŁYSZANA PRZEZ LAURĘ:
Ross: Przejedziesz do Lau?
Rydel: Kszzszszxwzzsz
Ross: Jak najszybciej.
Rydel: Kszzszszszsdcdv
Ross: Byłbym ci wdzięczny.
CDN.
---------------------------------------------
Krótki, ale następny też będzie jeszcze dzisiaj :) #Rossiaczkowa
Jej!
Piszę rozdział 20! Siedzę w domu ponieważ jestem chora i pisze rozdziały specjalnie dla was! :* #Rossiaczkowa
PS Nie bądźcie na mnie źli jeśli rozdziału czasem nie ma ze 3 dni, ponieważ mam szkołę i naukę, a na blogu autorka jestem tylko ja :*
PS Nie bądźcie na mnie źli jeśli rozdziału czasem nie ma ze 3 dni, ponieważ mam szkołę i naukę, a na blogu autorka jestem tylko ja :*
Dziękuję :D
Dziękuję bardzo za 111 wejść! :* Tylko fajnie by było żebyście tez komentowali :( :) #Rossiaczkowa
Rozdział 19
Rozdział 19
*Oczami Lau*
...,a przed drzwiami stali.... reporterzy! Oślepiali nas fleszami. Jak się zdjęć narobili to zaczęli pytać, naradziłam się z Rossem, czy na wszystko odpowiadać. I zaczął się wywiad.
- Dzień dobry. Pytanie pierwsze. Czy jesteście narzeczeństwem?
- Tak - odpowiedzieliśmy zgodnie.
- Czy byliście razem w łóżku.
- Przepraszam, ale na takie pytania nie odpowiadamy.
- Czy planujecie ślub.
- Tak, ale nie od razu. Może za rok, 2,3 m-ce.
- Czy chcecie mieć dziecko?
- No tak, pewnie. - i tutaj też razem odpowiedzieliśmy.
- Jak na przeprowadzkę zareagowały wasze rodziny? - Ross po tym pytaniu dał mi znak, że to ja odpowiadam.
- Ogólnie to wszyscy gratulowali i życzyli szczęścia. Nie było przeciwności.
- Aha. Czy nadal utrzymujecie kontakt z bliskimi i czy zespół nadal istnieje?
- Oczywiście.
- Aha, dziękujemy bardzo za udzielenie odpowiedzi, do widzenia.
- Do widzenia. - odpowiedzieliśmy razem.
- O matko! Jezu... już w gazetach się rozgłosiło że mi się oświadczyłeś i co teraz zaczną przyłazić. - powiedziałam zbulwersowana.
- No spokojnie słońce, przyjdzie taki czas, ze przestaną. - powiedział i jak najmocniej mnie przytulił. Od razu poczułam, że się uspokajam.
- No ok, chodź zjemy pizze. I wiesz co? Zmieniłam zdanie. Może wyjdziemy dzisiaj do jakiegoś klubu z twoją rodzinką? - zapytałam
- Ok.To ja nałożę pizzę, a ty zadzwoń do Rydel.
- Spoko. - wyjęłam telefon i zadzwoniłam.
ROZMOWA TELEFONICZNA
R: Halo?
L: Hej Ryd. Mam pytanko czy nie macie może ochoty razem z nami, całą rodzinką pójść do klubu na plaży?
R: No pewnie. Będziemy u was o 19.00 ok? Bo wy macie bliżej.
L: Spoko. No to do zobaczonka.
R: Bye, bye.
Zakończyłam rozmowę i poszłam do Rossa. Wszystko było naszykowane. Zjedliśmy pizze i postanowiliśmy obejrzeć jakiś film. Wybraliśmy horror pt. Egzorcyzmy Emily Rose. Lubiłam ten film. (na serio jest czaderski :D) Ja już przysypiałam przytulona do Rossa, aż nagle z transu wybudził mnie dzwonek do drzwi. Poszliśmy otworzyć.
- No siema! - powiedziałam i uśmiechnęłam się szeroko. Każdego mocno przytuliłam.
- Wchodźcie - Ross zaprosił do środka wszystko zebranych.
- Hej Lau, nie masz już dosyć Rossa.
- Hahahah. Nie ja nigdy nie mam go dosyć. - odpowiedziałam na pytanie zadane przez Rikera.
- Ohhh... to takie słodkie, że zaraz się zeżygam. - powiedział Ratliff, za co dostał ode mnie mocno poduszką.
- No to ja idę się przebrać i możemy iść. - powiedziałam i zwiałam n górę razem z Rossem. Ja się ubrałam tak -> KLIK a Ross tak -> KLIK.
- Ślicznie wyglądasz kochanie. - skomplementował mnie Ross gdy stałam przed lustrem w sypialni obiął mnie w talii i przytulił, a głowę położył na moim ramieniu. Złapałam go za rękę i zeszliśmy na dół.
- WOW! - powiedziało całe rodzeństwo.
- Idziemy! - zarządziłam i wyszliśmy. Do klubu doszliśmy w 15 minut. Od razu wszyscy usiedli przy barze. Ja postanowiłam z Rydel wypić tylko jednego drinka. Ale chłopaki poszli na całego. Ross po drugim drinku zaprosił mnie na parkiet, ale ja nie miałam najmniejszej ochoty. To powiedział, ze mam przyjść jak będę miała ochotę. No to on zaprosił Rydel. Dalszych poczynań nie widziałam, ale kiedy się odwróciłam i chciałam pójść do Rossa. I wtedy zobaczyłam coś co wbiło w moje serce nóż.
CDN.
---------------------------------------------
Domyślacie się co zobaczyła Laura? #Rossiaczkowa
*Oczami Lau*
...,a przed drzwiami stali.... reporterzy! Oślepiali nas fleszami. Jak się zdjęć narobili to zaczęli pytać, naradziłam się z Rossem, czy na wszystko odpowiadać. I zaczął się wywiad.
- Dzień dobry. Pytanie pierwsze. Czy jesteście narzeczeństwem?
- Tak - odpowiedzieliśmy zgodnie.
- Czy byliście razem w łóżku.
- Przepraszam, ale na takie pytania nie odpowiadamy.
- Czy planujecie ślub.
- Tak, ale nie od razu. Może za rok, 2,3 m-ce.
- Czy chcecie mieć dziecko?
- No tak, pewnie. - i tutaj też razem odpowiedzieliśmy.
- Jak na przeprowadzkę zareagowały wasze rodziny? - Ross po tym pytaniu dał mi znak, że to ja odpowiadam.
- Ogólnie to wszyscy gratulowali i życzyli szczęścia. Nie było przeciwności.
- Aha. Czy nadal utrzymujecie kontakt z bliskimi i czy zespół nadal istnieje?
- Oczywiście.
- Aha, dziękujemy bardzo za udzielenie odpowiedzi, do widzenia.
- Do widzenia. - odpowiedzieliśmy razem.
- O matko! Jezu... już w gazetach się rozgłosiło że mi się oświadczyłeś i co teraz zaczną przyłazić. - powiedziałam zbulwersowana.
- No spokojnie słońce, przyjdzie taki czas, ze przestaną. - powiedział i jak najmocniej mnie przytulił. Od razu poczułam, że się uspokajam.
- No ok, chodź zjemy pizze. I wiesz co? Zmieniłam zdanie. Może wyjdziemy dzisiaj do jakiegoś klubu z twoją rodzinką? - zapytałam
- Ok.To ja nałożę pizzę, a ty zadzwoń do Rydel.
- Spoko. - wyjęłam telefon i zadzwoniłam.
ROZMOWA TELEFONICZNA
R: Halo?
L: Hej Ryd. Mam pytanko czy nie macie może ochoty razem z nami, całą rodzinką pójść do klubu na plaży?
R: No pewnie. Będziemy u was o 19.00 ok? Bo wy macie bliżej.
L: Spoko. No to do zobaczonka.
R: Bye, bye.
Zakończyłam rozmowę i poszłam do Rossa. Wszystko było naszykowane. Zjedliśmy pizze i postanowiliśmy obejrzeć jakiś film. Wybraliśmy horror pt. Egzorcyzmy Emily Rose. Lubiłam ten film. (na serio jest czaderski :D) Ja już przysypiałam przytulona do Rossa, aż nagle z transu wybudził mnie dzwonek do drzwi. Poszliśmy otworzyć.
- No siema! - powiedziałam i uśmiechnęłam się szeroko. Każdego mocno przytuliłam.
- Wchodźcie - Ross zaprosił do środka wszystko zebranych.
- Hej Lau, nie masz już dosyć Rossa.
- Hahahah. Nie ja nigdy nie mam go dosyć. - odpowiedziałam na pytanie zadane przez Rikera.
- Ohhh... to takie słodkie, że zaraz się zeżygam. - powiedział Ratliff, za co dostał ode mnie mocno poduszką.
- No to ja idę się przebrać i możemy iść. - powiedziałam i zwiałam n górę razem z Rossem. Ja się ubrałam tak -> KLIK a Ross tak -> KLIK.
- Ślicznie wyglądasz kochanie. - skomplementował mnie Ross gdy stałam przed lustrem w sypialni obiął mnie w talii i przytulił, a głowę położył na moim ramieniu. Złapałam go za rękę i zeszliśmy na dół.
- WOW! - powiedziało całe rodzeństwo.
- Idziemy! - zarządziłam i wyszliśmy. Do klubu doszliśmy w 15 minut. Od razu wszyscy usiedli przy barze. Ja postanowiłam z Rydel wypić tylko jednego drinka. Ale chłopaki poszli na całego. Ross po drugim drinku zaprosił mnie na parkiet, ale ja nie miałam najmniejszej ochoty. To powiedział, ze mam przyjść jak będę miała ochotę. No to on zaprosił Rydel. Dalszych poczynań nie widziałam, ale kiedy się odwróciłam i chciałam pójść do Rossa. I wtedy zobaczyłam coś co wbiło w moje serce nóż.
CDN.
---------------------------------------------
Domyślacie się co zobaczyła Laura? #Rossiaczkowa
:(
Jest mi bardzo szkoda i jest mi smutno, że nie zagłosowaliście na żadną z par podanych w poście. Trudno będę musiała sama wybrać :( #Rossiaczkowa
Dziękuję...
Dziękuję bardzo za 102 wejścia na bloga! Mam nadzieję że was na razie nie przynudzam tym takim błogim życiem Raury ale już w dzisiejszym rozdziale coś się zmieni... Jeszcze raz dziękuję #Rossiaczkowa
środa, 18 lutego 2015
:(
Niestety dopóki choć jedna osoba nie zagłosuje na żadną z par to rodziału nie będzie bo nie wiem z którą zrobić rozdział :( #Rossiaczkowa
Od autorki
Hej! Mam dylemat, którą parę zrobić Rydellington czy Rikessę? Pomóżcie! Proszę. :) #Rossiaczkowa
Rozdział 18
Rozdział 18
*Oczami Lau*
Zjedliśmy na spokojnie śniadanie i Ross zaprowadził mnie do
korytarza. Stało tam mega pudło.
-Hmmm….. Ross a to co ma znaczyć? - spytałam zdezorientowana.
- Podobno to moja mama przysłała to caluuuuśkie pudło. Chodź otworzymy.- powiedział i zabraliśmy się do pracy. Rozrywaliśmy pudło świetnie się przy tym bawiąc. Po chwili rozdarliśmy całe, i to wszystko było jeszcze w 2 papierowych, odkrywanych pudłach, na których było napisane "SALON", "INNE" i "SYPIALNIA".
- Bosz... Ross co ta twoja mama nam poprzysyłała? - zapytałam ze śmiechem.
- Nie wiem. Otwórzmy to się dowiemy. - odpowiedział i zdjął pudła z pudła xD Postawił je na podłodze. Mi wręczył pudło z podpisem "SYPIALNIA", zaczęłam je rozpakowywać. Ross rozpakowywał pudło z napisem "SALON". Ja w swoim pudle znalazłam nasze ładne, śmieszne i słodkie zdjęcia oprawione w ramki.
- Ross patrz!Nasze ulubione zdjęcia! - powiedziałam do Rossa przekładają ramki ze zdjęciami. Jak do mnie podszedł, to mu je przekazałam. Czyli już wiemy co powiesimy w sypialni. Podeszłam teraz do mojego Rossiaczka. On w swoim pudle znalazł różne pierdółki i dekoracje (łącznie z naszymi zdjęciami tym razem w małych ramkach). Potem oboje podeszliśmy do pudła z napisem "INNE". Znaleźliśmy tam albumy z naszymi zdjęciami. Postanowiliśmy je sobie pooglądać. Ross usiadł sobie na podłodze i oparł się o ścianę, a ja wpakowałam mu się na kolana. Zaczęliśmy oglądać albumy. Były tam różne zdjęcia z różnych okresów naszej przyjaźni. Pooglądaliśmy i posprzątaliśmy po resztkach rozwalonej paczki, a wszystkie dekoracje zanieśliśmy na górę do sypialni. Postanowiliśmy to wszystko pozawieszać wieczorem.
- Ufff.... wreszcie skończone - powiedzieliśmy w tym samym momencie i w tym samym momencie walnęliśmy się na łóżko. Zaczęliśmy się śmiać.
- No to Ross. Słoneczko świeci, a ja idę się poopalać. - powiedziałam i cmoknęłam go w usta.
- Ja idę popływać. - krzyknął Ross jak wychodziłam do łazienki, aby przebrać się w moje bikini KLIK. Wzięłam ręczniczek, krem do opalania i okularki przeciwsłoneczne. Wyszłam na dwór i od razu zobaczyłam Rossa kręcocego się w basenie.
- Oooo..... mój ulubiony kostium. - powiedział Ross z zadziornym uśmieszkiem. Ja się tylko zaśmiałam, rozłożyłam ręczniczek na leżaku, nasmarowałam się kremem i zaczęłam się opalać. Niestety przeszkodziła mi w tym moja Blondynka.
- Co chcesz? - zapytałam
- Chodź ze mną popływać.
- Nie. Nie widzisz, że się opalam?.
- No proszę...
- Nie. - odpowiedziałam stanowczo, a Ross odszedł do basenu z miną smutnego pieska. Trudnooo..... Potem go jakoś udobrucham. Nagle z znowu za jakieś 20 minut zasłoniono mi słoneczko. Ale tym razem obyło się bez proszenia. Ross wziął mnie na ręce, tak gwałtownie, że aż okularki mi spadły z nosa. Wziął rozbieg i razem ze mną wskoczył do basenu. Postanowiłam się odegrać i z zaskoczenia wskoczyłam mu na plecy i zaczęłam go podtapiać. Potem zeskoczyłam z niego, on się odwrócił przodem do mnie a ja niemal natychmiast wpiłam mu się w usta.
- No, no kochanie nie ładnie wrzucać mnie do basenu wiesz? - zapytałam go ze śmiechem.
- No wiem, ale ja to wyjątek.
- Tiaaaaaaa...... - odpowiedziałam mu wychodząc z basenu i idąc do domu. Ross przyszedł za mną.
- Ross co robimy na obiad?
- Nie wiem słońce.
- Możeeeeee......
- Wiem! Zróbmy domową pizzę!
- Ok - odpowiedziałam - Tylko może się przebierzemy i pójdziemy do sklepu po składniki, co?
- no raczej by wypadało - powiedział i razem poszliśmy się stosowniej ubrać. Potem wyszliśmy do sklepu i kupiliśmy składniki, oraz dzisiejszą gazetę. W drodze do domu, przeczytaliśmy sobie ją. Oczywiście na stronie tytułowej był nagłówek "Ross Lynch i Laura Marano z serialu "Austin & Ally" narzeczeństwem! - str.8" my tylko się zaczęliśmy śmiać. I na stronie był obrazek nas, przybliżony i w czerwonym kółku mój pierścionek zaręczynowy KLIK. No newsy to się po LA szybko roznoszą. A artykuł brzmiał tak:
Wczoraj uchwyciliśmy Rossa Lyncha i Laurę Marano na zaręczynach! Obserwowaliśmy ich i ich rodziny. Ewidentnie widać był jak Ross prosi o rękę Laury. Od dawna już się ze sobą spotykali. Kiedy ślub? Nie wiemy. Życzymy im szczęścia na nowej drodze życia. Tiaaaa.... no dziękujemy. Doszliśmy do domu i chcieliśmy zacząć robić pizzę, ale przeszkodził nam dzwonek do drzwi. Poszliśmy razem otworzyć. Przed drzwiami stali...
CDN.
---------------------------------------------
Mam nadzieję, że się podoba. Chyba nie trudno się domyślić kto stoi przed drzwiami xD #Rossiaczkowa
wtorek, 17 lutego 2015
Rozdział 17 (i przeprosiny od autorki)
Najpierw przeprosiny ;)
Przepraszam że aż 4 dni nie wstawiałam nowego rozdziału, ale po prostu nie miałam czasu. Zaczęła się szkoła, lekcje i nauka. Ja jeszcze chodzę na dodatkowe zajęcia z gry na instrumencie. Ten rozdział na przeprosiny będzie długi... :D Jaką chcecie parę? Rikessę czy Rydellington? Raura to jets główna para ;) #Rossiaczkowa
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Rozdział 17
Przepraszam że aż 4 dni nie wstawiałam nowego rozdziału, ale po prostu nie miałam czasu. Zaczęła się szkoła, lekcje i nauka. Ja jeszcze chodzę na dodatkowe zajęcia z gry na instrumencie. Ten rozdział na przeprosiny będzie długi... :D Jaką chcecie parę? Rikessę czy Rydellington? Raura to jets główna para ;) #Rossiaczkowa
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Rozdział 17
Oczami Rossa
Obudziłem się słysząc dzwonek do drzwi. Zaskoczony zbiegłem
na dół, ale na tyle cicho, aby nie obudzić mojej księżniczki. Otworzyłem drzwi
a tam nikogo nie było tylko mega pudło. Nagle zza pudła wyłonił się jakiś
facet, pewnie kurier.
- Dzień dobry. Jestem Jack, jestem kurierem i przywożę
przesyłkę od…. – tu przerwał i spojrzał w swoje zapiski - ……. Rodziny Lynch.
Poproszę tutaj tylko podpisać i przesyłka już jest pana. – powiedział i podał
mi kartkę i pokazał palcem gdzie mam się podpisać. Posłusznie to zrobiłem, a
ten zaczął mi się uważnie przyglądać.
- Czy coś nie tak? – zapytałem patrząc się na niego
podejrzliwie ze zmarszczonymi brwiami i przymrużonymi oczami. Ten się tylko na
mnie popatrzył i odpowiedział.
- Ja rozumiem, że pan tutaj z dziewczyną mieszka, ale do
ludzi to by pan się ubierał. – odpowiedział ze śmiechem, a ja popatrzyłem
spanikowany na swój ubiór i spaliłem buraczka.
- A tak poza tym skąd pan wie, że mieszkam tu z dziewczyną, właściwie to narzeczoną???
- Hmmm..... po pierwsze gratuluję, a po drugie pańska matka....tak chyba matka, jak nas wezwała, żebyśmy to zabrali to tak się strasznie rozgadał, że nawet kazał mi wejść się rozgościć i zrobiła mi herbatę i zaczęła nawijać jak szalona o panu i pana narzeczonej. Powiem szczerzę współczuję takiej na początku smutnej historii, a teraz jakoś to się poukładało.
- To zacytujmy pana: po pierwsze : dziękuję, po drugie nie wiedziałem że moja mama jest tak gościnna, i tak poukładało się. - odpowiedziałem
- Dobra, ja muszę się już zbierać, do widzenia. - krzyknął idąc do swojego samochodu.
- Do widzenia! - krzyknąłem za nim. Wtargałem to wielkie pudło na środek korytarza i udałem się do naszej sypialni. Lau leżała, obudzona (xD) na brzuchu, bawiąc się moim telefonem.Po cichu zakradłem się za nią i skoczyłem obok niej na łóżko przyciągając ją do siebie, a potem całując. Lau podczas pocałunku odłożyła mój telefon i położyła się na mnie ręce opierając o materac.
*Oczami Lau*
Obudziłam się i nie było przy mnie Rossa, ale słyszałam jakieś rozmowy z dołu. Może jakiś listonosz, ktoś do niego zadzwonił, albo kurier. Chciałam iść to sprawdzić, ale postanowiłam na niego poczekać, bo uświadomiłam sobie, że nie chcę mi się wychodzić spod ciepłej kołderki. Wzięłam sobie telefon Rossa i zaczęłam grać w Flappy Birda. Po 4 grach uznałam, że tą grę stworzył człowiek, który ludzi nie lubi. Ale! Pobiłam jego rekord! Miał 6, a ja doszłam do 12! Wiem, że to mało, a ja cieszę się jak dziecko, ale co tam. nagle rozmowy z dołu ucichły, więc wywnioskowałam, że Ross zaraz do mnie przyjdzie. Nadal grałam sobie na jego telefonie, ale tym razem w Subway Surfers. Nagle łóżko ugięło się pod ciężarem mojego "Ktosia" i ten "Ktoś" przyciągnął mnie do siebie i zaczął całować. Ja szybko odłożyłam telefon i położyłam się na Rossie i podparłam się rękami o materac. Nasz pocałunek trwał z 3 minuty, potem już nam brakowało tlenu.
- No to kochanie, jakie mamy na dzisiaj plany? - zapytał Ross
- Ja mam dzisiaj zamiar najpierw zrobić śniadanie, potem przebrać się w kostium, pójść na dwór i się poopalać, a potem jestem do twojej dyspozycji. Tylko uprzedzam ja dzisiaj poza teren naszego domu nie wychodzę!
- No ok. Tylko mam jedno ale.
- Jakie?
- To ja zrobię śniadanie, a nie ty.
- A wcale, że nie. - powiedziałam
- A wcale, że...... - nie dokończył bo przerwałam mu. Mocno i zachłannie wpiłam się w jego usta. Całowaliśmy się teraz jeszcze dłużej. Może z 5 minut, tym razem.
- Nie no to mam propozycję, zróbmy je razem- zaproponowałam.
- Ok.- Ross na szczęście się zgodził. Miałam chytry plan. Zeszliśmy razem do kuchni. Ja miałam zamiar właśnie w tym momencie wcielić swój plan w życie.
- Ross przygotuj składniki na naleśniki, ja pójdę do toalety, ok?
- No pewnie. - widać było, że się ucieszył pewnie chciał się przez ten czas jak najszybciej uwinąć ze śniadaniem, żeby zrobił je sam. Ja szybko zakradłam się do schowka, gdzie były korki. Szybko je przestawiłam i zwiałam z miejsca zdarzenia. :D Ross myślał, że korki wywaliło. Ja sprytnie schowałam się za uchylonymi drzwiami do łazienki na dole. Ross właśnie przechodził przez korytarz, a ja wyszłam zza drzwi i wzięłam rozbieg, oczywiście po cichu i wskoczyłam na jego plecy. Ten zaczął piszczeć jak mała dziewczynka. Zatkałam mu ręką usta. Zeskoczyłam z niego obeszłam, aż zobaczyłam jego twarz w ciemnościach. Zarzuciłam mu ręce na szyję i pocałowałam. On się już skapnął, że to ja i odwzajemnił pocałunek. Jak tylko skończyliśmy poszłam do schowka i włączyłam korki.
- Nie ładnie tak straszyć swojego przyszłego męża. Jak dostanę przez ciebie zawału to za kogo wyjdziesz? I jak zrobisz Raurzątka? - spytał obejmując mnie w talii i przyciągając do siebie, z tym uśmieszkiem. Przyciągnął mnie tak ze patrzyliśmy sobie w oczy.
- Nooo wieeeesz....... znalazłabym jakiegoś faceta, oświadczyłby mi się...... - nie skończyłam bo zobaczyłam minę Rossa. po prostu mu zrzedła. - Ross, głupku! Przecież ja nie mogłabym żyć z innym facetem. Jak byś nie daj Boże zginął ja najprędzej odebrałabym sobie życie.- powiedziałam i wtuliłam się w jego tors.
- Nie możesz tego zrobić nigdy! Nigdy z mojego powodu! I z jakiegokolwiek innego! Musisz mi to obiecać.
- Ross przepraszam, ale nie mogę ci tego obiecać. Dobra chodź zrobić to śniadanie,bo głodna jestem. - po tym zaciągnęłam go za rękę do kuchni i zaczął robić śniadanie,a ja sobie siedziałam na stole w kuchni i wpatrywałam się w poczynania mojego chło.... narzeczonego. - A ty co leniuchu co? Siedzisz i patrzysz. - zaśmiał się.
- Widzisz jaką masz złą narzeczoną. - powiedziałam z sarkazmem. A ten odwrócił się od patelni, złapał mnie za obie ręce i popatrzył w oczy.
- Mam najwspanialszą, najpiękniejszą, najbardziej utalentowaną i zdolną narzeczoną. - i..... znowu tutaj po raz 4 się dzisiaj całujemy. Niestety musiałam przerwać tą chwilę.
- Ross, kochanie nie chcę cię martwić, ale naleśniki Ci się przypalają. - powiedziałam, a ten szybko pobiegł w stronę kuchenki i zaczął reanimację naleśników. Ja tylko się śmiałam.
- Wieeeesz Lau....po śniadaniu mam dla ciebie kolejną niespodziankę.
CDN.
--------------------------------------------------------------------
Mam nadzieję że się podoba... :)#Rossiaczkowa
piątek, 13 lutego 2015
Next
Dziekuję bardzo za 74 wejścia. Next będzie jutro albo pojutrze. Mam nadzieję, że podoba wam sie mój blog i moje opowiadanie. #Rossiaczkowa
Rozdział 16
Rozdział 16
Na dzisiaj mieliśmy zaplanowany cały dzień term. Szliśmy :
Ja, Van, Ross, Rik, Ell, Rocky i Rydel. Rano wszyscy przy stole zjedliśmy
śniadanie. Rodzice Lynch’ów wraz z Rylandem wyjechali na 4 m-ce do babci Lynch.
Dzisiaj rano Ross zachowywał się bardzo dziwnie był jakiś taki zmartwiony i
podenerwowany. Jemy śniadanie i gadamy i nagle zaczął dzwonić telefon Rossa.
Szybko go odebrał i wybiegł na dwór. Nie wiedziałam o co chodzi, ale nic się
nie odezwałam.
- Yyyyyy……… Lau nie wiesz może o co chodzi – zapytał mnie
Riker
- Mnie się nie pytaj sam się zdziwiłam jego zachowaniem. W
ogóle dzisiaj jest taki jakiś podenerwowany i
zmartwiony.
- No właśnie to jest…….. – nie dokończył bo Ross wpadł do
środka.
- Yymmmm….. Ross chciałbyś mi może coś powiedzieć? –
zapytałam
- Nie a co?
- CO to był za telefon ?
- A nie nie nic ważnego. W sumie to dowiesz się za jakieś –
tu spojrzał na zegarek – 5, 6 godzin.
- Aha okeeeej. Potem szybko się zebraliśmy i pojechaliśmy na
termy. Bawiliśmy się swietnie. Ja z Rossem się kilka razy całowaliśmy, ale
potem powiedział, że musi mnie gdzieś zabrać. Ja już wyszłam z basenu, a on
rozmawiał z pozostałymi. Pewnie tłumaczył mi tą niespodziankę dla mnie. Nagle ktoś mnie zaczepił.
- Hej jestem Bradley. Chcesz się umówić? – zapytał mnie
nieznajomy i puścił moją rękę.
- Yy… nie dzięki, mam chłopaka.
- A może jednak??? – dopytywał się.
- Nie! Nagle podszedł do mnie Ross.
- To co kochanie idziemy?- zapytał się.
- Tak. Poszliśmy do osobnych szatni, przebraliśmy się,
wysuszyliśmy i wyszliśmy z budynku. Spakowaliśmy się w jedną torbę, Ross ją
niósł. Była różowa xD Złapał mnie za rękę i szliśmy w nieznanym mi kierunku.
Nagle stanęliśmy przy jakimś żywopłocie, zasłaniającym coś. Złapał mnie za
ręce, a To co mi powiedział zamurowało mnie totalni, a to był początek.
- Lau. My jesteśmy już dorośli iiii……… nawet nie wiesz jak
bardzo cię kocham. I chciałbym ci zaproponować, żebyśmy razem zamieszkali. –
powiedział – I jak zgadzasz się? Ja chwilę odczekałam i wyrwałam się z transu.
Najpierw się szeroko uśmiechnęłam, a potem rzuciłam mu się na szyję.
- Tak! – odpowiedziałam a on mnie namiętnie pocałował.
- No to chodź, zaprowadzę cię do naszego nowego domu. Już za żywopłotem wyłoniła się nasza willa.
Ale to fajnie brzmi. „Nasza willa”.
Wyglądała pięknie.
- Ross, czy to jest ten nasz dom? – zapytałam
- No. A nie podoba ci się?
- Jest śliczny i wow! – ten się tylko zaśmiał i zaczął mnie
oprowadzac po nowym domciu. W pewnej chwili się go zapytałam.
- Ross czy to w tej sprawie wyszedłeś, nie sorry, wybiegłeś
na dwór przy śniadaniu?
- Tak, ponieważ jak to miała
być niespodzianka to nie mogłaś usłyszeć, nie?
- Jesteś kochany wiesz? – zapytałam się go i mocno
przytuliłam.
- Wiem
- I na dodatek taki skromny- odpowiedziałam i zaczęliśmy się
śmiać.
- Dobra to chodź. Ostatnia niespodzianka. – powiedział i
zaprowadził mnie do ogrodu. Nagle uklęknął przede mną i zaczął mówić ja już
dobrze wiedziałam co to oznacza.
- Cz ty Lauro Marie Marano uczynisz mi ten zaszczyt i
wyjdziesz za mnie? – zapytał , a ja stałam z miną typu o.O przez 5 sekund.
- Tak! – krzyknęłam. On włożył mi pierścionek na palec i
całując mnie obkręcał wokół własnej osi. Gdy już postawił mnie na ziemi, z tyłu
dało się usłyszeć głośne „Awwwwwwwww….”. Była tam cała rodzinka Lynch włącznie
z ich rodzicami i moimi rodzi……. Co!? Moi rodzice!?
- Van, czy ty do jasnej cholery musisz wszędzie łazić z tym
aparatem? – zapytałam się jej a ona tylko oczami przekręciła i wtedy zobaczyłam
coś bardzo bardzo istotnego.
- O Bosz! Ross czy ty to widzisz Van i Rik są razem.
Aaaaaaaaa! – wydarłam się i z rozbiegu chciałam ich przytulić a cała 3
wylądowała na ziemi.
- Laura, możemy pogadać? – zapytała moja mama.
- Nie mamy o czym.
- Właśnie , że mamy. – odpowiedziała stanowczo.
- Trudno, ja nie mam o czym. Wiesz jak mnie zraniłaś!? Jak
mogłaś mi nie powiedzieć że masz telefon do Lynchów!?
- No tak jakoś wyszło…
- Co!? Ellen jak mogłaś!? – zapytał tata. Ja isę po chwili
rozpłakałam. Szybko podbiegła do mnie mama, ale ją odepchnęłam, zaraz po tym
Stormie mnie przytuliła.
- Ciii, nie płacz kochana. Najważniejsze jest to co jest
teraz.
- Dziękuje pani bardzo. – odpowiedziałam
- Jaka pani? Teraz to już mama – powiedziała Stormie i
wszyscy zaczęliśmy się śmiać.
- Laura ja Cię naprawdę przepraszam.
- Wyjdź, wyjdź z mojego domu! – krzyknęłam i łzy miałam
znowu w oczach.
- Z jakiego twojego!?
- Z mojego i Rossa domu wyjdź teraz! – ona zrobiła oczy
wielkie jak 5 złoty i posłusznie wyszła z domu. Tata mnie przytulił i się
pożegnał i wyszedł razem z nią. Jak wyszli Ross mnie bardzo mocno przytulił. Potem
wszyscy zaczęli nam gratulować. Riker był najlepszy z Rockym. Obaj jednocześnie
prawie mnie udusili.
- No to co szwagiereczko termin na sierpień aktualny. –
zapytał Riker. Ja zrobiłam face palma i zaczęliśmy się w trójkę śmiać.
- Lau czy to jest to o czym mi mówiłaś wtedy rano – zapytał podchodzący
do nas Ross.
- Tak – odpowiedziałam między
atakami śmiechu. Potem się ogarnęliśmy Lynchowie się zebrali do domu, a Ross
zjadł ze mną kolację. Potem oglądaliśmy film, ale wylądowaliśmy w sypialni. Spędziliśmy
jako narzeczeni wspólną noc. Rano czekała na nas miła niespodzianka.
Rozdział trochę dłuuuuugi, ale jestem z niego zadowolona #Rossiaczkowa
wtorek, 10 lutego 2015
niedziela, 8 lutego 2015
Rozdział 15
Rozdział 15
Dzisiaj znowu obudziłam się w ramionach Rossa. Tym razem o
normalnej godzinie. Ale fajnie że są już wakacje. Dzisiaj spałam w czarnej
koszulce z białym napisem „R5” pod spodem było różowe logo a pod spodem jeszcze
biały napis „Family”. Kolejna koszulką którą dostałam wczoraj od Rossa.
Dostałam także 2 łańcuszki. Jeden był srebrny. Były to 2 części srebrnego
serduszka, łączone magnesem. Ja miała jedną z napisem „Rau”, a Ross przy
kluczach „ra”. Razem wychodziła Raura. Dostałam jeszcze do Rossa taką sama
kostkę jak ma każdy członek zespołu. Wyplątałam się z objęć Rossa. Zeszłam po
cichu na dół, okazało się że niepotrzebnie. Bo Rocky, Ryland i Riker siedzieli
w kuchni przy blacie. Stałam tam i drapałam się po głowie.
- Siemka – przywitałam się
- Hej – odpowiedzieli zgodnie wszyscy.
- Yyy…… Lau mogłabyś się odwrócić – poprosił Riker
-Nooooo, a o co chodzi – myślałam, że Riker był jakimś zbocz
uchem, ale potem mi to wyjaśnił.
- Oooo…… kurczę Ross się pośpieszył.
- Ale z czym? – odwróciłam się i zaczęłam sobie robić
herbatę , Riker chciał już coś powiedzieć ale mu przeszkodziłam – Ross chcesz
herbatę??? – otrzymałam odpowiedź twierdzącą – Teraz możesz mówić.
- No bo my z Rossem, zawarliśmy taką umowę, że jak
znajdziemy sobie dziewczyną, ale już będziemy musieli być pewni że to ta
jedyna, to musimy jej dać właśnie tą koszulkę, którą masz na sobie i kostkę
którą nosi cały zespół – powiedział i Rik i Rocky wyjęli swoje kostki spod
bluzek.
- Fajnie wiedzieć.’
- I ta kostka oznacza, że dołączyłaś na stałe do naszej
porąbanej rodzinki. – wyszczerzył się Riker, który to powiedział.
- Też fajnie wiedzieć, aha czyli jestem skazana na małżeństwo
z Rossem mam rozumieć? – powiedziałam i zaczęłam się śmiać
- Dokładnie tak .
- No to czad. – wzięłam tacę z jedzeniem dla mnie i Rossa i poszłam
na górę – No to pa szwagry! – powiedziałam na odchodne a ich miny były typu
o.O, a potem sami zaczęli się śmiać razem ze mną.
- Jaki termin? – krzyknął Rocky.
- Sierpień! – odkrzyknęłam i zaczęłam się śmiać jeszcze
bardziej. Weszłam wreszcie do pokoju Rossa, który już się obudził.
- Co tam się tak laliście?
- A nie tylko dowiedziałam się o waszej umowie z Rikerem i
ustalaliśmy datę naszego ślubu – powiedziałam i uśmiechnęłam się.
- Że co? Jakiś ślub o co chodzi? – zapytał
- Nie ma żadnego ślubu – powiedziałam troszkę zawiedziona.
- Aha – tyle tylko zdążył powiedzieć, zanim zaczęliśmy jeść
i znowu gadać.
- No to co słońce dzisiaj się do mnie wprowadzasz? – zapytał
mnie Ross
- No takk, a pomożesz mi wszystkie rzeczy poznosić z domu?
- No pewnie! Jeszcze się głupio pytasz. – Riker i Rocky nam
pomogą. Dzisiaj moje ubranie składało się z krótki różowych szortów,
pożyczonych od Delly, a koszulkę zawinęłam tak jak wtedy.
- Riker, Rocky do mnie! – wydarłam się z pokoju.
- Co chcesz szwagiereczko? – zapytali i się wyszczerzyli, ja
tylko wywróciłam oczami i całą trójkę poprowadziłam do mojego domu.
- A teraz Rik razem z
Rockym grzecznie mi spakują do walizek. To tak macie tu 6 walizek myślę że
wystarczy. 2 na buty. 1 na biżuterię. 2 na ubrania. – Ci już mieli zwiać, ale
złapałam ich w pułapkę – Za to upiekę wam babeczki! – ci wrócili z prędkością
światła i zaczęli mnie pakować. Ja z Rossem zabraliśmy się za szpargały które
stały w pokoju. Potem wszystko poprzenosiliśmy do pokoju Rossa i razem z nim
siedziałam w nocy i jeszcze to wszystko ropakowywaliśmy.
sobota, 7 lutego 2015
;)
Mówcie czy podoba wam się mój blog! Możecie podawać pomysły na kolejne rozdziały. Z najlepszym pomysłem napisze rozdział. #Rossiaczkowa
Proooszę :D
Proszę, komentujcie i oceniajcie moje rozdziały. Jak będzie 5 komentarzy to będzie kolejny rozdział! #Rossiaczkowa
Rozdział 14
Rozdział 14
*Oczami Laury*
*Oczami Laury*
Rozdział 14
Obudziłam się dzisiaj w ramionach Rossa, było mi tak dobrze.
Niestety ale obudziłam się o 7.00 rano! Bo usłyszałam krzyki z dołu. Chwila,
chwila co!? Lynch’ owie + wstanie o 7.00 rano = jakaś ważna sprawa. Rossa
wzięłam podstępem. Też by się nie dał obudzić. Pocałowałam go namiętnie w usta.
Od razu się obudził i odwzajemnił pocałunek.
- Hej kochanie – przywitał się ze mną Rossiaczek.
- Hej blondyneczko – ten jak to usłyszał to się wyszczerzył.
Dobrze wiedział że tylko dla mnie jest blondyneczką i tylko ja go tak nazywam.
- Która godzina?
- Yyyymmmm. …….nooooo…. 7.00. Ale Ross ja się obudziłam
dlatego że o 7.00 rano usłyszałam rozmowy i śmiechy z dołu. Czaisz? Lynch’owie
i 7 rano.
- No też mi się wydaje to dziwne. Chodź się ubierzemy i to
sprawdzimy. Ja założyłam morskie, pastelowe rurki, a białą koszulkę Rossa w
rękawach zawinęłam tak żeby były na ramiączka tak jakby a dół związałam w
kokardkę. Idealnie było widać napis „I’m sexy”. Ross specjalnie dał mi ta
koszulkę.
- No słońce ci powiem, że w kolejnej mojej koszuleczce
wyglądasz bombowo! Kolejną możesz sobie wziąć. – powiedział , wyszczerzył się i
mnie pocałował.
- Heh, dziękuję.
Zeszliśmy na dół i stanęliśmy jak wryci. Tam sobie rodzeństwo Rossa (bez
Rika) z Vanką grali w butelkę!
- Siemka gołąbeczki. Uuuuuu…… Lau kolejna koszuleczka Rossa.
Idealnie pasuje. – powiedział Rocky, a wszyscy łącznie z nami zaczęli się śmiać.
- No nie? Specjalnie jej taką dałem. Żeby do niej pasowała.
Jedną ma z napisem „Music” a drugą z „I’m sexy” więc jest git! – powiedział Ross,
ja tylko z niedowierzanie pokręciłam głową i poszłam do kuchni zrobić sobie
herbaty.
- Ross chcesz herbatę?- wydarłam się na cały dom
- Tak! – ten także. Szybko uwinęłam się z herbatami i poszłam
do salonu. Tam wszyscy siedzieli w kółku łącznie z Rossem. Koło niego było
wolne miejsce. Pewnie dla mnie pomyślałam. Podałam Rossowi herbatę i usiadłam
koło niego. On złapał mnie za rękę i między moje palce wplótł swoje.
- No to gramy – zapytałam zniecierpliwiona już tą wieczną
ciszą. Wszyscy podali odpowiedzi twierdzące. Więc zaczęła się gra.
- Ja kręcę pierwsza. – wydarłam się i wyrwałam Ell’owi
butelkę. Zakręciłam i wypadło na wcześniej wspomnianego ludzia.
- Nooo doobrze. – zaczęłam i szyderczo się uśmiechnęłam –
Polecisz do kwiaciarni, kupisz róże dla Rydel oblejesz się zimną wodą,
wsmarujesz usta masłem a potem ją pocałujesz przez pół minuty!- powiedziałam i
zaczęłam się śmiać tak jak wszyscy, oprócz Rydel i Ellingtona. Potem była z tego
niezła scenka. Jeszcze na dodatek pstryknęłam im zdjęcie jak się całowali. Oj
będzie polewka. Graliśmy dalej. Potem kręcił Ell wypadło na Rylanda. Chłopak kazał mu wyjść do sąsiadki i spytać czy chce się z zabawić. Sąsiadka uznała go oczywiście za małego zboczucha. Potem kręcił Ryland i wypadło na Vanessę. Ta z kolei musiała wypić tajemniczą miksturę. Składała się ona z oleju, pieprzu, 1 łyżeczki soli, grzybów marynowanych, ketchupu, musztardy, chrzanu i ostrej papryczki chili. Ta się po tym zeżygała, no cóż butelka to butelka. Potem kręciła Van wypadło na mnie i kazała mi calusieńki dzień chodzić w koszulce Rossa, która miałam na sobie.Wszędzie! Nawet na miasto miałam w niej wyjść! Potem kręciłam ja wypadło na Rydel. Jej kazałam nosić koszulkę Ellingtona (on mieszkał u Lynch'ów bo jego rodzice zginęli w wypadku samochodowym, a rodzinka Lynch uważała go za członka rodziny) przez cały dzień wszędzie. I potem kręciła Rydel, wypadło na Rossa. Kazała biegnąć mu do jubilera, żeby wybrał dla mnie bransoletkę. Ale najśmieszniejsze w tej całej sprawie było to że miał biec w jaskrawej różowej koszulce z Hello Kitty. Była polewka, ale Ross wybrał dla mnie przepiękną srebrną bransoletkę z inicjałami "L&R". Pocałowałam go za to, a w tle dało się usłyszeć głośne "Awwwwwww.......". Potem ostatni już kręcił Ross. Wypadło na mnie. Kazał mi zaśpiewać i zatańczyć makarenę i miałam pójść do sąsiada pożyczyć balsamik do ciałka. Było przy tym polewki trochę. Potem poszliśmy odwiedzić Rikera, a następnie wróciłyśmy do Lynch'ów i tam zostałyśmy na noc razem z Vanką. W ogóle to my na prawdę rozważałyśmy przeprowadzkę do nich. Nawet Stormie nam to zaproponowała. W sumie obie byłyśmy pełnoletnie, więc się zgodziłyśmy. Nasi rodzice tez się zgodzili więc jutro miałyśmy sie przeprowadzać. Ja miałam "mieszkać" razem z Rossem, a Van na razie sama, ponieważ jakby była w pokoju z Rikerem byłoby to niestoswne.
czwartek, 5 lutego 2015
Rozdział 13
Rozdział 13
*Oczami Rikera*
- Sorry Rik, ale nie wiesz jak się cieszę że już powróciłeś
do świata żywych. Wszyscy w domu bez ciebie chodzili przygnębieni. Było smutno.
Niezłego nam stracha napędziłeś! A i przepraszam za Vanessę ona po prostu nie
wiedziała że się w niej zakochasz , ale myślę że wszystko się ułoży i jeszcze
będziecie razem. – mówiła i mówiła do mnie Lau
- Nie no spoko, rozumiem przecież Van nie musi kochać mnie
bo sobie tak zażyczę, a tak w ogóle to siema brat! – powiedziałem do Rossa i
się z nim przywitałem.
- Siema! – odpowiedział. Potem to już tylko gadaliśmy i
gadaliśmy do póki nie przeszłą szalona rodzinka.
-Riker! – i wszyscy się na mnie rzucili. Przytulali tak że
mnie mogłem tchu złapać.
- Dobra, doba już! Bo to boli!
- Sorry-powiedzieli chórem i wszyscy zaczęliśmy się śmiać.
*Oczami Lau*
Jeszcze trochę posiedzieliśmy u Rikera, ale Ross mnie
zagadał.
- Chodź się przejdziemy gdzieś. – oczywiście musiał mnie
wyrwać z zamyśleń.
- Ok. Rik to my się już będziemy zbierać. – powiedziałam i
pożegnałam się z chłopakiem. Wyszliśmy ze szpitala i stawiliśmy na spacer po
parku i powrót do domu. Ross złapał mnie za rękę i szliśmy tak przez park, aż
Ross skręcił w nieznaną mi alejkę.
- A teraz zaprowadzę cię w miejsce, w które przychodziłem
jak nas rozdzielono. – pw do mnie. Po chwili weszliśmy na małą polankę z wielką
wierzbą i jeziorkiem, kwiatami i roślinami.
- Boże jak tu pięknie! – wykrzyknęłam, a Ross znienacka wziął
mnie na ręce i wsadził na gałąź wielkiej wierzby tuż nad wodą, a on usiadł koło
mnie.
- Kocham Cię Lau, jak
nikt inny. – powiedział do mnie a mi zrobiło się ciepło na sercu. Nie panując
nad sobą pocałowałam go z zaskoczenia. Ross był tak zaskoczony że zleciał do
wody, razem ze mną bo nadal trzymaliśmy się za ręce. Potem zaczęliśmy się śmiać
w niebogłosy. Po chwili Rossiaczek skończył to co ja zaczęłam na gałęzi. Cali
przemoczeni i mokrzy wracaliśmy do domu. Okazało się że wszyscy już byli,
oprócz Rikera.
-Boże Święty co Wam się stało!? - Rydel prawie zeszła nam na zawał. No cóż
się dziwić. Cali brudni, przemoczeni i śmierdzący. My tylko wybuchnęliśmy
śmiechem i poszliśmy do pokoju Rossa.
- Zostaniesz na noc? – zapytał
- No ok. Tylko nie mam żadnej piżamki
- Spox, dam Ci kolejną koszulkę. – podał mi wspomnianą rzecz
i poszłam się umyć, a potem spać.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

