Rozdział 12
*Ross*
Obudziłem
się trzymając Lau w ramionach. Tuliła się do mnie jak do pluszowego misia.
Wyglądała okropnie, nie to że wątpię w urodę swojej dziewczyny czy coś. Miała
czerwone, podkrążone oczy i rozmazany makijaż z wczoraj. Postanowiłem obudzić moją
królewnę. Pocałowałem ją lekko w usta, a ona momentalnie się obudziła.
Uśmiechnęła się, ale to nie jest już ten uśmiech co kiedyś. Szczery, pełen
entuzjazmu…. Wszystko przez tą z Rikerem.
- Hej
skarbie – odezwałem się pierwszy
-Hej. Która
godzina?
- 10.15, a
co?
- Tak się
pytam. Aaaaaaaa…… wiesz że Cie kocham? – spytała się szczerząc się do mnie
- No wiem.
Ja cię kocham bardziej.
- A wca……- nie
dokończyła bo zamknąłem jej usta pocałunkiem.
- No cóż idę
zrobić śniadanie i idziemy do Rika. Ciekawe czy się już obudził. Boże dlaczego
ja nie zareagowałam wcze……
- Oj
przestań już się obwiniać jeżeli już to jest poniekąd wina Van. To ona nie
powiedziała Rikerowi że ma już chłoptasia, tak?
- No tak,
tak.
*Oczami
Laury*
Zaszliśmy
razem na śniadanie. Wszyscy jeszcze spali. Zrobiliśmy sobie jajecznicę i
zjedliśmy w miłej atmosferze. Potem poszliśmy się ubrać. Wreszcie wyszliśmy na
świeże powietrze, idąc do Rika. Przegadaliśmy caluuuuutką drogę o różnych
pierdołach. Weszliśmy do szpitala. Znowu ten nieprzyjemny zapach różnych
lekarstw i czego tam jeszcze było można się doszukać. Skierowaliśmy się do sali
Rika. Po drodze natknęliśmy się na lekarza opiekującego się chłopakiem. Szybko
do niego podbiegłam.
- Dzień
dobry. Co z Rikerem?
- Wszystko dobrze. W nocy żadne komplikacje się
nie pojawiły. I mam bardzo dobrą wiadomość. Wczoraj wieczorem przetoczyliśmy
potrzebną krew panu Rikerowi, a dzisiaj rano o 5.00 się wybudził, wszystko
pamięta i jest w jak najlepszym porządku. Można do niego wejść. Tylko proszę nie
przebywać tam za długo bo pacjent musi odpoczywać. – zakończył swój monolog, a
ja rzuciłam się na szyję Rossowi i do razu poprawił mi się humor. Kiedy
weszliśmy do Sali zobaczyliśmy znowu tego samego Rikera. Uśmiech, pogodna twarz,
pełen entuzjazm.
- Riker! –
wykrzyknęłam i przytuliłam mocno najstarszego z Lynch’ów.
- Auć!
-Sorry Rik
ale nie wiesz jak się cieszę ze już powróciłeś do świata żywych. Wszyscy w domu
bez ciebie chodzili przygnębieni. Było smutno. Niezłego nam stracha napędziłęś!
A i przepraszam bardzo za Vanessę ona po prostu nie wiedziała że ty się w niej
zakochasz, ale myślę że wszystko się ułoży i będziecie razem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz