Łączna liczba wyświetleń

środa, 4 lutego 2015

Rozdział 4

Rozdział 4
-Hmmmm………… O jest ta ładna bluzka! –powiedziałam i podałam mu turkusową bluzkę z napisem „music” –masz, a buty czarne Conversy – powiedziałam i podałam mu czarne spodnie i kilka gumowych bransoletek.
- Ładny zestawik, dzięki. Poczekaj chwilę ja idę się przebrać – powiedział i zniknął za drzwiami a, ja zasiadłam do pianina. Zaczęłam grać na pianinie znaną nam z Ross’em piosenkę, grałam dalej ponieważ nie zauważyłam Rossa. Po chwili usiadł koło mnie i dołączył się do grania. Cały czas się uśmiechaliśmy do siebie. Było magicznie. Czułam motyle w brzuchu. Kiedy skończyliśmy zaśmialiśmy się i wstałam od pianina. Ross odruchowo spojrzał na zegarek i rozszerzyły mu się źrenice.
- Chodź szybko! Bo się spóźnimy! Szybko! – powiedział ciągnąc mnie do garażu do samochodu. – Wsiadaj szybko! –powiedział otwierając mi drzwi do Jeep’a. Prawdziwy dżentelmen pomyślałam. Jechaliśmy 10 minut śmiejąc się i rozmawiając. Wreszcie dojechaliśmy do celu jak mówił Ross. Wysiedliśmy z samochodu był to jakiś klub na bezludziu. What?
- Dzieś ty mnie wywiózł? – zapytałam
- Aaaaaa no tak jakoś. No nieważne, chodź! – powiedział i znowu mnie pociągnął do wejścia do klubu. Weszliśmy  i był tłok Ross ustawił mnie w pierwszym rzędzie  a, sam poszedł na scenę.
*Oczami Rossa*
Postanowiłem zrobić Laurze niespodziankę. Razem z moim rodzeństwem postanowiłem zagrać dla niej piosenkę. Specjalnie na powitanie. TA piosenka miała wyznawać moje uczucia do Laury. Tak, zakochałem się w niej. Bardzo za nią tęskniłem, próbowałem odebrać sobie życie, zatopić smutki w alkoholu a, nawet chciałem brać narkotyki ale, Rydel mnie we wszystkim powstrzymywała. Nikomu nie powiedziałem że, kocham Lau. Chcę jej wyznać miłość ale, to takie trudne. Musze koniecznie poradzić się Rydel ona jest takim jakby rodzinnym psychologiem. Ona zawsze umie pomóc, poradzić, doradzić i za to też ją kochamy. Dobra odbiegam od tematu. Zostawiłem Lau na widowni i sam pobiegłem na scenę. Po chwili wyszło moje rodzeństwo, widziałem jak laurze rozszerzają się źrenice. Zagraliśmy. Lau miała łzy w oczach i cały czas się uśmiechała.
*Oczami Lau*
Kiedy rodzeństwo weszło na scene źrenice mi się rozszerzyły. Ross mówił przecież że, przyjadą dopiero za tydzień. Chyba to miała być niespodzianka. Ta piosenka na powitanie była piękna. Miałam łzy w oczach, łzy szczęścia. Zaraz po występie ludzie piszczeli i bili brawa a, ja po prostu jak gdyby nigdy nic wbiegłam na scenę i przytuliłam się do każdego z nich ale, najdłużej do Rossa. Kiedy wyszliśmy klubu wszyscy cieszyliśmy się swoją obecnością. Zapadał już wieczór.
-Ej, Lau chodź do nas przenocujesz u nas najwyżej my pójdziemy do domu a, ty za chwilę przyjdziesz przecież mieszkamy naprzeciwko siebie. Zgodzisz się proszęęęęęęee! Zrobimy sobie wieczorek filmowy będziemy grać w butelkę. No weś, zgódź się! – powiedział błagalnie Riker
- No ok, tylko dajcie mi chwilkę żebym, się pozbierała i wzięła coś z domu. – powiedziałam
- OK. – krzyknęli radośnie wszyscy jak zsynchronizowani po tym wybuchliśmy histerycznym śmiechem. No i co że ludzie się gapili na nas jak na idiotów ale, nas to nie obchodziło.
- Poczekajcie 15 minut albo , mnie a, jak będziecie się zakładać ile mnie nie będzie gorzko pożałujecie przy grze w butelce! – pogroziłam i weszłam do domu. W salonie siedziała cała rodzina. Postanowiłam przemknąć do pokoju niezauważalnie i w pokoju napisać kartkę gdzie jestem i kiedy wrócę. Jak postanowiłam tak zrobiłam. Wohooooo! Udało mi się przejść na schody niezauważalnie i niesłyszalnie. W pokoju spakowałam do torebki kilka rzeczy takich jak: piżama, ubrania na jutro ( zwiewna sukienka, koturny + dodatki), kosmetyki, telefon i portfel. Napisałam w pośpiechu kartkę. Jej zawartość brzmiała tak:
                                                                    Drogi tato!
Jestem u Lynch’ów. Zostaje u nich na noc. Nie martwcie się o mnie. Wrócę jutro nie wiem kiedy.
                                                                                  Lau <3
Położyłam kartkę na komodzie  przedpokoju i wyszłam na palcach z domu. Zwartą grupka przeszliśmy przez ulicę i weszliśmy do domu Lynch’ów.  Rik powiedział że ich rodzice wyjechali na tydzień więc zacznie się zabawa! ( nie impreza – od. Aut.)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz