Rozdział 4
-Hmmmm………… O
jest ta ładna bluzka! –powiedziałam i podałam mu turkusową bluzkę z napisem „music”
–masz, a buty czarne Conversy – powiedziałam i podałam mu czarne spodnie i
kilka gumowych bransoletek.
- Ładny
zestawik, dzięki. Poczekaj chwilę ja idę się przebrać – powiedział i zniknął za
drzwiami a, ja zasiadłam do pianina. Zaczęłam grać na pianinie znaną nam z
Ross’em piosenkę, grałam dalej ponieważ nie zauważyłam Rossa. Po chwili usiadł
koło mnie i dołączył się do grania. Cały czas się uśmiechaliśmy do siebie. Było
magicznie. Czułam motyle w brzuchu. Kiedy skończyliśmy zaśmialiśmy się i
wstałam od pianina. Ross odruchowo spojrzał na zegarek i rozszerzyły mu się
źrenice.
- Chodź szybko!
Bo się spóźnimy! Szybko! – powiedział ciągnąc mnie do garażu do samochodu. –
Wsiadaj szybko! –powiedział otwierając mi drzwi do Jeep’a. Prawdziwy dżentelmen
pomyślałam. Jechaliśmy 10 minut śmiejąc się i rozmawiając. Wreszcie
dojechaliśmy do celu jak mówił Ross. Wysiedliśmy z samochodu był to jakiś klub
na bezludziu. What?
- Dzieś ty
mnie wywiózł? – zapytałam
- Aaaaaa no
tak jakoś. No nieważne, chodź! – powiedział i znowu mnie pociągnął do wejścia
do klubu. Weszliśmy i był tłok Ross
ustawił mnie w pierwszym rzędzie a, sam
poszedł na scenę.
*Oczami
Rossa*
Postanowiłem
zrobić Laurze niespodziankę. Razem z moim rodzeństwem postanowiłem zagrać dla
niej piosenkę. Specjalnie na powitanie. TA piosenka miała wyznawać moje uczucia
do Laury. Tak, zakochałem się w niej. Bardzo za nią tęskniłem, próbowałem
odebrać sobie życie, zatopić smutki w alkoholu a, nawet chciałem brać narkotyki
ale, Rydel mnie we wszystkim powstrzymywała. Nikomu nie powiedziałem że, kocham
Lau. Chcę jej wyznać miłość ale, to takie trudne. Musze koniecznie poradzić się
Rydel ona jest takim jakby rodzinnym psychologiem. Ona zawsze umie pomóc,
poradzić, doradzić i za to też ją kochamy. Dobra odbiegam od tematu. Zostawiłem
Lau na widowni i sam pobiegłem na scenę. Po chwili wyszło moje rodzeństwo,
widziałem jak laurze rozszerzają się źrenice. Zagraliśmy. Lau miała łzy w
oczach i cały czas się uśmiechała.
*Oczami Lau*
Kiedy
rodzeństwo weszło na scene źrenice mi się rozszerzyły. Ross mówił przecież że,
przyjadą dopiero za tydzień. Chyba to miała być niespodzianka. Ta piosenka na
powitanie była piękna. Miałam łzy w oczach, łzy szczęścia. Zaraz po występie
ludzie piszczeli i bili brawa a, ja po prostu jak gdyby nigdy nic wbiegłam na
scenę i przytuliłam się do każdego z nich ale, najdłużej do Rossa. Kiedy
wyszliśmy klubu wszyscy cieszyliśmy się swoją obecnością. Zapadał już wieczór.
-Ej, Lau
chodź do nas przenocujesz u nas najwyżej my pójdziemy do domu a, ty za chwilę
przyjdziesz przecież mieszkamy naprzeciwko siebie. Zgodzisz się proszęęęęęęee!
Zrobimy sobie wieczorek filmowy będziemy grać w butelkę. No weś, zgódź się! –
powiedział błagalnie Riker
- No ok,
tylko dajcie mi chwilkę żebym, się pozbierała i wzięła coś z domu. –
powiedziałam
- OK. –
krzyknęli radośnie wszyscy jak zsynchronizowani po tym wybuchliśmy histerycznym
śmiechem. No i co że ludzie się gapili na nas jak na idiotów ale, nas to nie
obchodziło.
- Poczekajcie
15 minut albo , mnie a, jak będziecie się zakładać ile mnie nie będzie gorzko
pożałujecie przy grze w butelce! – pogroziłam i weszłam do domu. W salonie
siedziała cała rodzina. Postanowiłam przemknąć do pokoju niezauważalnie i w
pokoju napisać kartkę gdzie jestem i kiedy wrócę. Jak postanowiłam tak
zrobiłam. Wohooooo! Udało mi się przejść na schody niezauważalnie i
niesłyszalnie. W pokoju spakowałam do torebki kilka rzeczy takich jak: piżama,
ubrania na jutro ( zwiewna sukienka, koturny + dodatki), kosmetyki, telefon i
portfel. Napisałam w pośpiechu kartkę. Jej zawartość brzmiała tak:
Drogi tato!
Jestem u
Lynch’ów. Zostaje u nich na noc. Nie martwcie się o mnie. Wrócę jutro nie wiem
kiedy.
Lau <3
Położyłam
kartkę na komodzie przedpokoju i wyszłam
na palcach z domu. Zwartą grupka przeszliśmy przez ulicę i weszliśmy do domu
Lynch’ów. Rik powiedział że ich rodzice
wyjechali na tydzień więc zacznie się zabawa! ( nie impreza – od. Aut.)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz