Rozdział 13
*Oczami Rikera*
- Sorry Rik, ale nie wiesz jak się cieszę że już powróciłeś
do świata żywych. Wszyscy w domu bez ciebie chodzili przygnębieni. Było smutno.
Niezłego nam stracha napędziłeś! A i przepraszam za Vanessę ona po prostu nie
wiedziała że się w niej zakochasz , ale myślę że wszystko się ułoży i jeszcze
będziecie razem. – mówiła i mówiła do mnie Lau
- Nie no spoko, rozumiem przecież Van nie musi kochać mnie
bo sobie tak zażyczę, a tak w ogóle to siema brat! – powiedziałem do Rossa i
się z nim przywitałem.
- Siema! – odpowiedział. Potem to już tylko gadaliśmy i
gadaliśmy do póki nie przeszłą szalona rodzinka.
-Riker! – i wszyscy się na mnie rzucili. Przytulali tak że
mnie mogłem tchu złapać.
- Dobra, doba już! Bo to boli!
- Sorry-powiedzieli chórem i wszyscy zaczęliśmy się śmiać.
*Oczami Lau*
Jeszcze trochę posiedzieliśmy u Rikera, ale Ross mnie
zagadał.
- Chodź się przejdziemy gdzieś. – oczywiście musiał mnie
wyrwać z zamyśleń.
- Ok. Rik to my się już będziemy zbierać. – powiedziałam i
pożegnałam się z chłopakiem. Wyszliśmy ze szpitala i stawiliśmy na spacer po
parku i powrót do domu. Ross złapał mnie za rękę i szliśmy tak przez park, aż
Ross skręcił w nieznaną mi alejkę.
- A teraz zaprowadzę cię w miejsce, w które przychodziłem
jak nas rozdzielono. – pw do mnie. Po chwili weszliśmy na małą polankę z wielką
wierzbą i jeziorkiem, kwiatami i roślinami.
- Boże jak tu pięknie! – wykrzyknęłam, a Ross znienacka wziął
mnie na ręce i wsadził na gałąź wielkiej wierzby tuż nad wodą, a on usiadł koło
mnie.
- Kocham Cię Lau, jak
nikt inny. – powiedział do mnie a mi zrobiło się ciepło na sercu. Nie panując
nad sobą pocałowałam go z zaskoczenia. Ross był tak zaskoczony że zleciał do
wody, razem ze mną bo nadal trzymaliśmy się za ręce. Potem zaczęliśmy się śmiać
w niebogłosy. Po chwili Rossiaczek skończył to co ja zaczęłam na gałęzi. Cali
przemoczeni i mokrzy wracaliśmy do domu. Okazało się że wszyscy już byli,
oprócz Rikera.
-Boże Święty co Wam się stało!? - Rydel prawie zeszła nam na zawał. No cóż
się dziwić. Cali brudni, przemoczeni i śmierdzący. My tylko wybuchnęliśmy
śmiechem i poszliśmy do pokoju Rossa.
- Zostaniesz na noc? – zapytał
- No ok. Tylko nie mam żadnej piżamki
- Spox, dam Ci kolejną koszulkę. – podał mi wspomnianą rzecz
i poszłam się umyć, a potem spać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz