Rozdział 16
Na dzisiaj mieliśmy zaplanowany cały dzień term. Szliśmy :
Ja, Van, Ross, Rik, Ell, Rocky i Rydel. Rano wszyscy przy stole zjedliśmy
śniadanie. Rodzice Lynch’ów wraz z Rylandem wyjechali na 4 m-ce do babci Lynch.
Dzisiaj rano Ross zachowywał się bardzo dziwnie był jakiś taki zmartwiony i
podenerwowany. Jemy śniadanie i gadamy i nagle zaczął dzwonić telefon Rossa.
Szybko go odebrał i wybiegł na dwór. Nie wiedziałam o co chodzi, ale nic się
nie odezwałam.
- Yyyyyy……… Lau nie wiesz może o co chodzi – zapytał mnie
Riker
- Mnie się nie pytaj sam się zdziwiłam jego zachowaniem. W
ogóle dzisiaj jest taki jakiś podenerwowany i
zmartwiony.
- No właśnie to jest…….. – nie dokończył bo Ross wpadł do
środka.
- Yymmmm….. Ross chciałbyś mi może coś powiedzieć? –
zapytałam
- Nie a co?
- CO to był za telefon ?
- A nie nie nic ważnego. W sumie to dowiesz się za jakieś –
tu spojrzał na zegarek – 5, 6 godzin.
- Aha okeeeej. Potem szybko się zebraliśmy i pojechaliśmy na
termy. Bawiliśmy się swietnie. Ja z Rossem się kilka razy całowaliśmy, ale
potem powiedział, że musi mnie gdzieś zabrać. Ja już wyszłam z basenu, a on
rozmawiał z pozostałymi. Pewnie tłumaczył mi tą niespodziankę dla mnie. Nagle ktoś mnie zaczepił.
- Hej jestem Bradley. Chcesz się umówić? – zapytał mnie
nieznajomy i puścił moją rękę.
- Yy… nie dzięki, mam chłopaka.
- A może jednak??? – dopytywał się.
- Nie! Nagle podszedł do mnie Ross.
- To co kochanie idziemy?- zapytał się.
- Tak. Poszliśmy do osobnych szatni, przebraliśmy się,
wysuszyliśmy i wyszliśmy z budynku. Spakowaliśmy się w jedną torbę, Ross ją
niósł. Była różowa xD Złapał mnie za rękę i szliśmy w nieznanym mi kierunku.
Nagle stanęliśmy przy jakimś żywopłocie, zasłaniającym coś. Złapał mnie za
ręce, a To co mi powiedział zamurowało mnie totalni, a to był początek.
- Lau. My jesteśmy już dorośli iiii……… nawet nie wiesz jak
bardzo cię kocham. I chciałbym ci zaproponować, żebyśmy razem zamieszkali. –
powiedział – I jak zgadzasz się? Ja chwilę odczekałam i wyrwałam się z transu.
Najpierw się szeroko uśmiechnęłam, a potem rzuciłam mu się na szyję.
- Tak! – odpowiedziałam a on mnie namiętnie pocałował.
- No to chodź, zaprowadzę cię do naszego nowego domu. Już za żywopłotem wyłoniła się nasza willa.
Ale to fajnie brzmi. „Nasza willa”.
Wyglądała pięknie.
- Ross, czy to jest ten nasz dom? – zapytałam
- No. A nie podoba ci się?
- Jest śliczny i wow! – ten się tylko zaśmiał i zaczął mnie
oprowadzac po nowym domciu. W pewnej chwili się go zapytałam.
- Ross czy to w tej sprawie wyszedłeś, nie sorry, wybiegłeś
na dwór przy śniadaniu?
- Tak, ponieważ jak to miała
być niespodzianka to nie mogłaś usłyszeć, nie?
- Jesteś kochany wiesz? – zapytałam się go i mocno
przytuliłam.
- Wiem
- I na dodatek taki skromny- odpowiedziałam i zaczęliśmy się
śmiać.
- Dobra to chodź. Ostatnia niespodzianka. – powiedział i
zaprowadził mnie do ogrodu. Nagle uklęknął przede mną i zaczął mówić ja już
dobrze wiedziałam co to oznacza.
- Cz ty Lauro Marie Marano uczynisz mi ten zaszczyt i
wyjdziesz za mnie? – zapytał , a ja stałam z miną typu o.O przez 5 sekund.
- Tak! – krzyknęłam. On włożył mi pierścionek na palec i
całując mnie obkręcał wokół własnej osi. Gdy już postawił mnie na ziemi, z tyłu
dało się usłyszeć głośne „Awwwwwwwww….”. Była tam cała rodzinka Lynch włącznie
z ich rodzicami i moimi rodzi……. Co!? Moi rodzice!?
- Van, czy ty do jasnej cholery musisz wszędzie łazić z tym
aparatem? – zapytałam się jej a ona tylko oczami przekręciła i wtedy zobaczyłam
coś bardzo bardzo istotnego.
- O Bosz! Ross czy ty to widzisz Van i Rik są razem.
Aaaaaaaaa! – wydarłam się i z rozbiegu chciałam ich przytulić a cała 3
wylądowała na ziemi.
- Laura, możemy pogadać? – zapytała moja mama.
- Nie mamy o czym.
- Właśnie , że mamy. – odpowiedziała stanowczo.
- Trudno, ja nie mam o czym. Wiesz jak mnie zraniłaś!? Jak
mogłaś mi nie powiedzieć że masz telefon do Lynchów!?
- No tak jakoś wyszło…
- Co!? Ellen jak mogłaś!? – zapytał tata. Ja isę po chwili
rozpłakałam. Szybko podbiegła do mnie mama, ale ją odepchnęłam, zaraz po tym
Stormie mnie przytuliła.
- Ciii, nie płacz kochana. Najważniejsze jest to co jest
teraz.
- Dziękuje pani bardzo. – odpowiedziałam
- Jaka pani? Teraz to już mama – powiedziała Stormie i
wszyscy zaczęliśmy się śmiać.
- Laura ja Cię naprawdę przepraszam.
- Wyjdź, wyjdź z mojego domu! – krzyknęłam i łzy miałam
znowu w oczach.
- Z jakiego twojego!?
- Z mojego i Rossa domu wyjdź teraz! – ona zrobiła oczy
wielkie jak 5 złoty i posłusznie wyszła z domu. Tata mnie przytulił i się
pożegnał i wyszedł razem z nią. Jak wyszli Ross mnie bardzo mocno przytulił. Potem
wszyscy zaczęli nam gratulować. Riker był najlepszy z Rockym. Obaj jednocześnie
prawie mnie udusili.
- No to co szwagiereczko termin na sierpień aktualny. –
zapytał Riker. Ja zrobiłam face palma i zaczęliśmy się w trójkę śmiać.
- Lau czy to jest to o czym mi mówiłaś wtedy rano – zapytał podchodzący
do nas Ross.
- Tak – odpowiedziałam między
atakami śmiechu. Potem się ogarnęliśmy Lynchowie się zebrali do domu, a Ross
zjadł ze mną kolację. Potem oglądaliśmy film, ale wylądowaliśmy w sypialni. Spędziliśmy
jako narzeczeni wspólną noc. Rano czekała na nas miła niespodzianka.
Rozdział trochę dłuuuuugi, ale jestem z niego zadowolona #Rossiaczkowa
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz