Rozdział 7
Obudziłam
się wtulona tak jakby w jakiegoś pluszowego misia. Otworzyłam oczy i okazało
się że, za pluszowego misia robił Ross który słodko sobie spał. Leciutko
wyślizgnęłam się z jego uścisku i poszłam po mój telefon, zrobiłam mu zdjęcie i
ustawiłam na tapecie. Schowałam telefon
do kieszeni i cicho zeszłam na dół. W kuchni popatrzyłam na zegarek i źrenice
mi się rozszerzyły była 7:58! No cóż, zrobię dla nich śniadanie. Po chwili namysłu
wybrałam naleśniki. Chciałam brać się do pracy ale, ktoś przytulił mnie od tyłu
i położył głowę na moim ramieniu. Na początku się wystraszyłam ale kiedy
poczułam perfumy tego kogoś od razu zrozumiałam że, to Ross. Odwróciłam się i faktycznie nie myliłam się
był to Ross.
- A ładnie
mnie tak straszyć? – zapytałam
- No ale no
bo chciałem ci pomóc – powiedział troszkę jąkając się na początku i zrobił
minkę zbitego psiaka.
- No dobrze
wybaczam – powiedziałam i cmoknęłam go w policzek , od razu mu się humor
poprawił.
- A teraz
idź grzecznie do pokoju i daj mi zrobić naleśniki – powiedziałam najsłodziej
jak umiałam.
- O nie,
nie. Tak nie będzie kochana – powiedział i przerzucił mnie przez ramię.
- Ross do jasnej ciasnej co ty robisz!?- wydarłam się na cały dom.
- A no nic.
I teraz tak zostań w pokoju porób co tak chcesz ale w POKOJU i czekaj aż JA
zrobię naleśniki i nie waż mi się sprzeciwiać. – powiedział głosem nie
znoszącym sprzeciwu. No to byłam na pozycji przegranej – pomyślałam. Kiedy
wyszedł usiadłam do pianina wzięłam kartki z nutami które miał Ross i zaczęłam
je przeszukiwać. Natknęłam się na You Can Come To Me. Zaczęłam grać i śpiewać
ale, nie zauważyłam wchodzącego Rossa więc zaczęłam śpiewać pierwszą zwrotkę w
połowie ktoś przysiadł się do mnie i przygrywał ozdobniki był to Ross. Druga
zwrotkę śpiewał on a refren śpiewaliśmy razem. Gdy skończyliśmy rozległy się
brawa rodzeństwa Lynch i mojej siostry bardzo uci…… zaraz zaraz moja siostra
skąd ona się wzięła!?
- Van do
jasnej ciasnej czy ty nas śledzisz co ty tutaj robisz chyba że przyszłaś dla
Rika – powiedziałam obojętnie
- Tak to
chyba najbardziej prawdopodobne – powiedział Ross na co przybiliśmy sobie
piątkę i wybuchnęliśmy niepohamowanym śmiechem.
- Oj siostra
poża…… Ale sweet koszuleczka skąd ją masz też taką chcę! – powiedziała
- Po
pierwsze ma ją ode mnie i jest jej po drugie idź do Rikera on na
pewno ci coś da ja i nie dam pa pa wszystkim! – powiedział Ross i wypchnął
wszystkich za drzwi a, my po raz kolejny wybuchnęliśmy śmiechem.
- Ej mina
Van była bezcenna kiedy jej to powiedziałeś
- No
wiem. Dobra trzeba jakoś te róże przytargać do twojego pokoju a, potem gdzies
wyjdziemy ok? – zapytał się Ross
- ok –
powiedziałam i razem poszliśmy po róże. Ostrożnie zeszliśmy po schodach. Znowu
mina Van była bezcenna kiedy zobaczyła 100 róż ułożonych w kształcie serca.
- No co Van?
Weś zamknij japę po muchę połkniesz. A co do róż nie twoja sprawa.
–powiedziałam i wytknęłam jej język
- A idziemy
te róże przytargać do pokoju Lau i wychodzimy gdzieś – i w tym momencie puścił
do nich oczko. Ok to nie było dziwne.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz