Łączna liczba wyświetleń

środa, 4 lutego 2015

Rozdział 3

Rozdział 3
Kiedy byliśmy w moim pokoju i weszliśmy do garderoby zdziwiłam się ponieważ o dziwo wszystkie moje ubrania i pierdoły wszystko co miałam w walizkach było rozpakowane ale, nie wnikałam. Usiadłam sobie na fotelu w garderobie a, Ross się na mnie dziwnie spojrzał.
- No co? Ty miałeś wybierać nie ja. – powiedziałam jak to by było oczywiste.
- Ach tak!?-powiedział i zaczął się do mnie zbliżać
-Taaaaak. – powiedziałam niepewnie. Po chwili był już koło mnie i zaczął mnie łaskotać już mnie tak łaskotał 10 minut a ja śmiałam się w niebogłosy.
- Ppprzzzeeeestaaaań ppprosssszzeeee!- krzyczałam między wybuchami śmiechu. Wreszcie przestał i znowu usłyszeliśmy:
-Awwwwwwwwwwwww…….- powiedziała Van z aparatem w rękach
- Co ty tu znowu do cholery robisz!? – krzyknęłam
-Już idę, idę  - powiedziała i wyszła.
- No to Ross bierz się do pracy – powiedziałam.
-Oj Lau, Lau ty leniuchu. – powiedział cicho
-Słyszałam
-Hmmmm myślę że możesz założyć tą sukienkę – podał mi Czarno- turkusową sukienkę z czarną górą i turkusowym dołem  za uda – te buty i podał mi buty na 9-10 cm obcasie zapinanymi do kostek – iiiii….te bransoletki –podał mi 2 czarne  bransoletki i jedną turkusową – oraz do tego ten naszyjnik.
-Nie nie chce naszyjnika. – powiedziałam stanowczo
-AAle dlaczego? – zapytał
- Bo go już mam blondyneczko – powiedziałam i pokazałam mu naszyjnik z serduszkiem i kluczykiem, który do niego dostałam.
- Cały czas go nosisz – wyszeptał
- No pewnie że, noszę- powiedziałam – jak mogłabym nie nosić naszyjnika od swojego najlepszego przyjaciela? – powiedziałam wzięłam od niego rzeczy i skierowałam się do łazienki. Na odchodne rzuciłam:
- Porób sobie co tam chcesz – rzuciłam i weszłam do łazienki. Kiedy się przebrałam i umalowałam kolorystycznie czyli; eyeliner, turkusowy cień do powiek, tusz do rzęs i lekki błyszczyk, postanowiłam zrobić sobie lekkiego koka. Kiedy skończyłam przyjrzałam się sobie i efekt był powalający. Ross ma naprawdę świetny styl.  Kiedy wyszłam z łazienki usłyszałam piękną melodię piosenki, którą bardzo dobrze znałam, nazywała się „You Can Come To Me”. Właśnie śpiewał refren, gdy skończył zaczęłam bić brawo. Uśmiechnięty odwrócił się w moją stronę jak mnie zobaczył szczęka mu opadła. 5 minut tak się gapił i nie mrugał to było niepokojące wiec  skierowałam się do drastycznych metod. Stanęłam bokiem do niego i wrzasnęłam mu do ucha:
- ROOOOOOOOOOOOOOOSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSSS!!! – wydarłam się tak że ten spadł z krzesła.
- Oj odegram się Marano, ale nie teraz bo za ładnie wyglądasz, teraz chodź do mnie bo ja tez musze się przebrać – powiedział i pociągnął mnie za rękę
- Weś uważaj bo idę na 10 cm, nie?! – powiedziałam i kiedy już spokojnie szliśmy do domu Lynch’ów Ross powiedział że tym razem ja mam mu wybrać ubranie. Zgodziłam się. Kiedy weszliśmy do jego pokoju poszliśmy do jego garderoby.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz